Sprzedaż kart Pokémon, Magic: The Gathering, One Piece Card Game, Yu-Gi-Oh!, Disney Lorcana, Star Wars Unlimited czy innych gier TCG coraz częściej przypomina mały rynek finansowy: jedna karta może kosztować kilka złotych, ale równie dobrze kilka tysięcy złotych, a kolekcjoner, który przez lata kupował boostery, boxy, single i promki, w pewnym momencie może stanąć przed bardzo praktycznym pytaniem: czy sprzedaż własnej kolekcji trzeba zgłosić do urzędu skarbowego, od jakiej kwoty pojawia się podatek, co oznacza DAC7, czy 30 transakcji na Cardmarket lub Allegro powoduje obowiązek zapłaty podatku i kiedy kolekcjoner przestaje być po prostu osobą sprzedającą swoje rzeczy, a zaczyna prowadzić działalność gospodarczą? To właśnie tutaj pojawia się najwięcej mitów.
Najważniejsza zasada jest stosunkowo prosta, ale trzeba ją prawidłowo zastosować: jeżeli sprzedajesz kartę lub inną rzecz ruchomą należącą do Twojego majątku prywatnego, sprzedaż dokonana po upływie pół roku, liczonego od końca miesiąca, w którym rzecz stała się Twoją własnością, nie podlega PIT i nie wykazujesz jej w zeznaniu podatkowym. Jeżeli natomiast sprzedasz ją przed upływem tego okresu, sprzedaż trzeba rozliczyć w PIT-36, przy czym opodatkowaniu podlega zasadniczo dochód, czyli przychód pomniejszony o koszt nabycia, a nie automatycznie cała kwota, którą otrzymałeś od kupującego. Ministerstwo Finansów wprost wskazuje, że w przypadku odpłatnego zbycia rzeczy ruchomych przed upływem sześciu miesięcy zeznanie składa się niezależnie od tego, czy wystąpił dochód, czy strata.
To prowadzi do pierwszego bardzo ważnego rozróżnienia, które każdy kolekcjoner TCG powinien mieć zapisane niemal jak zasadę numer jeden: sprzedaż prywatnej kolekcji to nie to samo co handel kartami. Wyobraźmy sobie Pawła, który w 2022 roku zaczął zbierać Pokémon TCG. Przez trzy lata kupował boostery, ETB, boxy i pojedyncze karty. W 2026 roku postanowił ograniczyć kolekcję i sprzedał 150 kart za łącznie 18 000 zł. Sam fakt, że na jego konto wpłynęło 18 000 zł, nie oznacza jeszcze, że ma zapłacić podatek od 18 000 zł. Jeżeli były to rzeczy należące do jego majątku prywatnego i każda ze sprzedawanych kart została zbyta po upływie wymaganego okresu, sama sprzedaż nie generuje PIT. Co więcej, nie ma tutaj zasady typu „sprzedałem za więcej niż 1000 zł, więc muszę zapłacić podatek”. Taki próg jest często mylony z innymi regulacjami i nie stanowi ogólnego limitu zwalniającego prywatną sprzedaż kart TCG z podatku. W przypadku rzeczy ruchomych kluczowy jest przede wszystkim charakter sprzedaży oraz okres, jaki upłynął od nabycia.
Sześć miesięcy – ale jak dokładnie je liczyć?
W świecie TCG to szczególnie istotne, ponieważ kolekcjoner może mieć dziesiątki, setki, a czasami tysiące kart kupionych w różnych terminach. Przepisy nie mówią jednak o prostym „180 dniach”. Sześciomiesięczny okres liczy się od końca miesiąca, w którym rzecz została nabyta. Przykład: jeżeli karta została kupiona 12 stycznia 2026 roku, okres liczony jest od końca stycznia 2026 roku. W praktyce sprzedaż po upływie sześciu miesięcy od końca tego miesiąca będzie znajdowała się poza PIT-em dotyczącym odpłatnego zbycia prywatnej rzeczy. To drobny szczegół, który może mieć duże znaczenie przy planowaniu sprzedaży. Kolekcjoner nie powinien więc prowadzić własnej ewidencji w sposób „kupiłem 12 stycznia, więc 12 lipca jest dokładnie sześć miesięcy”, tylko uwzględnić ustawową metodę liczenia. Ministerstwo Finansów wskazuje wprost, że półroczny okres liczy się od końca miesiąca, w którym rzecz stała się własnością podatnika.
W praktyce warto więc stworzyć sobie prostą tabelę: data zakupu – karta – liczba sztuk – cena zakupu – platforma/sklep – data, od której sprzedaż jest poza PIT – cena sprzedaży – numer transakcji. Dla osoby mającej pięć kart jest to może przesada. Dla osoby mającej 5000 kart jest to już bardzo rozsądny system zarządzania kolekcją. Co więcej, dokument zakupu może być niezwykle istotny również dlatego, że pozwala wykazać koszt nabycia. Jeżeli kupiłeś kartę za 800 zł i sprzedałeś ją przed upływem sześciu miesięcy za 1000 zł, logiczny przykład wygląda następująco: przychód 1000 zł, koszt nabycia 800 zł, dochód 200 zł. Nie oznacza to jednak, że każdy taki przypadek będzie wyglądał identycznie, ponieważ w konkretnych sytuacjach znaczenie mogą mieć dodatkowe koszty i sposób udokumentowania transakcji. Najważniejsza rzecz jest jednak prosta: nie należy utożsamiać kwoty sprzedaży z kwotą dochodu.
Jeszcze ciekawszy jest przypadek straty. Załóżmy, że ktoś kupił kartę za 1200 zł, a po trzech miesiącach sprzedał ją za 900 zł. Nie osiągnął ekonomicznego zysku. Nie oznacza to jednak, że może całkowicie zignorować transakcję. Ministerstwo Finansów wskazuje, że przy sprzedaży rzeczy ruchomej przed upływem sześciu miesięcy zeznanie składa się niezależnie od tego, czy wystąpił dochód, czy strata. To jeden z najważniejszych praktycznych punktów, ponieważ w społeczności kolekcjonerów często funkcjonuje przekonanie: „jeśli nie zarobiłem, to nie muszę nic robić”. To zbyt daleko idące uproszczenie.
Ranking sytuacji – od najprostszej do najbardziej ryzykownej
Poziom 1 – wyprzedaż prywatnej kolekcji po wymaganym okresie: kupowałeś karty dla siebie, nie działałeś jak sklep, a następnie po odpowiednim czasie sprzedajesz część kolekcji. To najprostszy przypadek podatkowy.
Poziom 2 – okazjonalna sprzedaż przed upływem sześciu miesięcy: nadal może być to sprzedaż prywatnego majątku, ale trzeba prawidłowo rozliczyć ją w PIT-36.
Poziom 3 – bardzo aktywna sprzedaż własnych kart: pojawia się więcej transakcji, regularne wystawianie ofert, obrót przez kilka platform i ciągła rotacja kolekcji. Samo zwiększenie liczby transakcji nie tworzy automatycznie firmy, ale rośnie znaczenie całokształtu działalności.
Poziom 4 – kupowanie kart z zamiarem dalszej odsprzedaży: sytuacja zaczyna przypominać działalność zarobkową. Jeżeli ktoś kupuje boxy, single czy kolekcje nie po to, żeby je zbierać, ale przede wszystkim po to, aby odsprzedać je drożej, prowadzi systematyczną sprzedaż, organizuje magazyn, reklamuje oferty i osiąga powtarzalny zarobek, argument „to tylko moja kolekcja” staje się zdecydowanie słabszy.
Poziom 5 – faktyczny sklep TCG: regularne zakupy towaru, marża, stała oferta, wielu klientów, powtarzalność i zorganizowany system sprzedaży. Tutaj mówimy już o zupełnie innym modelu niż okazjonalna wyprzedaż prywatnej kolekcji.
I właśnie na tym polega największe nieporozumienie związane z podatkami w TCG: nie istnieje magiczna liczba transakcji, po której urząd skarbowy mówi „od dzisiaj jesteś przedsiębiorcą”. Charakter działalności ocenia się przez jej rzeczywisty sposób prowadzenia. Oficjalne materiały dotyczące działalności wskazują na takie cechy działalności gospodarczej jak zorganizowanie, zarobkowy charakter, ciągłość i prowadzenie we własnym imieniu. Dlatego 50 sprzedaży starych kart z prywatnej kolekcji nie musi oznaczać tego samego co 50 zakupów kart w poniedziałek i ich odsprzedaż w kolejnych tygodniach z założoną marżą.
DAC7 – największy mit wśród sprzedających karty
DAC7 jest prawdopodobnie tematem, który wywołuje najwięcej niepotrzebnego stresu wśród użytkowników Cardmarket, Allegro i innych platform. W internecie można spotkać zdanie: „Sprzedasz 30 rzeczy i płacisz podatek”. To nieprawda. DAC7 nie jest podatkiem i nie ustanawia progu, od którego automatycznie powstaje obowiązek podatkowy. Jest to system raportowania informacji przez platformy. W przypadku sprzedaży towarów raportowaniu podlegają sprzedawcy, którym platforma umożliwiła w ciągu roku wykonanie co najmniej 30 transakcji albo którym wypłacono lub uznano wynagrodzenie przekraczające równowartość 2000 euro. To bardzo ważne słowo: „albo”. Nie trzeba więc jednocześnie przekroczyć 30 transakcji i 2000 euro.
Wyobraźmy sobie trzy osoby. Michał sprzedał 12 kart za łącznie 4000 euro. Może znaleźć się powyżej wartościowego kryterium DAC7, mimo że nie wykonał 30 transakcji. Karolina sprzedała 35 tanich kart po 20 zł, więc przekroczyła próg liczby transakcji, mimo że jej obrót był niewielki. Tomek sprzedał 18 kart za 500 euro – w takim modelowym przykładzie nie przekracza żadnego z tych dwóch progów. Najważniejsze jest jednak to, że raportowanie przez platformę nie oznacza automatycznie powstania podatku. To zupełnie dwie różne kwestie. Platforma może przekazać informacje administracji skarbowej, a podatnik może jednocześnie legalnie nie mieć PIT do zapłaty, np. dlatego, że sprzedał prywatne rzeczy po upływie ustawowego okresu. DAC7 nie „kasuje” zasady sześciu miesięcy i nie zamienia automatycznie kolekcjonera w przedsiębiorcę.
To prowadzi do bardzo praktycznej zasady: nie próbuj „omijać DAC7”, dzieląc sprzedaż między konta, platformy albo osoby. Znacznie rozsądniejszą strategią jest posiadanie dokumentacji pokazującej, czym faktycznie były sprzedawane rzeczy. Jeżeli masz prywatną kolekcję Pokémonów budowaną przez pięć lat, lepiej móc pokazać historię zakupów, potwierdzenia płatności, stare zamówienia i listę kart niż próbować sztucznie zmniejszać liczbę transakcji.
Cardmarket, Allegro, Vinted i sprzedaż bezpośrednia – czy platforma zmienia podatek?
Nie. Platforma może wpływać na sposób dokumentowania sprzedaży, informacje przekazywane administracji czy opłaty, ale sama nazwa serwisu nie tworzy nowego rodzaju podatku. Jeżeli kupiłeś kartę jako osoba prywatna i później sprzedajesz ją w ramach prywatnego majątku, sam fakt użycia Cardmarketu zamiast Allegro nie powoduje automatycznie powstania działalności gospodarczej. Z drugiej strony również sprzedaż poza platformą nie jest „niewidzialna” z punktu widzenia prawa. Przelew bankowy, korespondencja, ogłoszenie, historia zakupów, faktury, potwierdzenia płatności czy wiadomości z kupującym mogą tworzyć dokumentację rzeczywistego charakteru transakcji. Najgorszą strategią jest więc budowanie przekonania, że „jeżeli sprzedałem prywatnie, urząd niczego nie może sprawdzić”. Znacznie bezpieczniejsze jest działanie tak, aby w razie pytania można było spokojnie odtworzyć historię kolekcji.
Działalność nierejestrowana – interesująca opcja dla małego sprzedawcy TCG
Jeżeli sprzedaż przestaje być wyprzedażą własnej kolekcji i zaczyna przypominać drobny biznes, pojawia się kolejna możliwość: działalność nierejestrowana. W 2026 roku limit przychodów dla tej formy jest ustalany kwartalnie i wynosi 10 813,50 zł przychodu należnego w kwartale, co odpowiada 225% minimalnego wynagrodzenia wynoszącego 4806 zł. To istotna zmiana względem wcześniejszego sposobu postrzegania limitu.
Co ważne, 10 813,50 zł to przychód, a nie zysk. Załóżmy, że sprzedający kupił karty za 7000 zł i sprzedał je za 10 000 zł. Dla limitu działalności nierejestrowanej nie patrzymy na jego 3000 zł zarobku, lecz na właściwie ustalony przychód należny. Dopiero przy rozliczaniu podatku analizujemy przychody, koszty i dochód. Ministerstwo Finansów wskazuje, że dochód z działalności nierejestrowanej rozlicza się w PIT-36, wykazując przychody, koszty i dochód, a dochód ten łączy się z innymi dochodami opodatkowanymi według skali.
To tworzy ciekawy model dla początkującego sprzedawcy. Załóżmy, że Ania zaczyna sprzedawać pojedyncze karty TCG. Nie ma sklepu, nie prowadzi magazynu na skalę profesjonalną, a jej działalność mieści się w ustawowych warunkach działalności nierejestrowanej. W pierwszym kwartale osiąga 6000 zł przychodu, w drugim 8500 zł, w trzecim 10 000 zł, a w czwartym 10 500 zł. Sam fakt, że w całym roku sprzedała za 35 000 zł, nie oznacza automatycznie przekroczenia kwartalnego limitu, ponieważ limit analizuje się osobno dla każdego kwartału. Jednocześnie nie wolno zapominać o pozostałych warunkach korzystania z działalności nierejestrowanej, w tym m.in. o warunku dotyczącym niewykonywania działalności gospodarczej w ostatnich 60 miesiącach.
Jeszcze ważniejszy jest przypadek przekroczenia limitu. Jeżeli przychód należny z działalności nierejestrowanej przekroczy w danym kwartale ustawowy limit, działalność staje się działalnością gospodarczą od dnia przekroczenia limitu, a osoba ma obowiązek złożyć wniosek o wpis do CEIDG w terminie 7 dni. To pokazuje, dlaczego prowadzenie prostej ewidencji sprzedaży jest tak istotne. Sprzedający TCG nie powinien orientować się dopiero pod koniec kwartału, że znajduje się 2000 czy 3000 zł powyżej limitu.
Najczęstsze błędy kolekcjonerów TCG
Błąd numer 1: „Mam mniej niż 30 sprzedaży, więc podatki mnie nie dotyczą”. Nie. DAC7 i przepisy podatkowe to różne kwestie.
Błąd numer 2: „Przekroczyłem 30 transakcji, więc muszę zapłacić podatek”. Nie. Platforma może raportować dane, ale raport nie oznacza automatycznego podatku.
Błąd numer 3: „Sprzedałem kartę za 5000 zł, więc płacę podatek od 5000 zł”. Nie można tak automatycznie założyć, bo przy prywatnym zbyciu przed upływem sześciu miesięcy znaczenie ma dochód, czyli m.in. koszt nabycia.
Błąd numer 4: „Sprzedałem kartę ze stratą, więc nie muszę jej wykazywać”. To również zbyt daleko idące uproszczenie – sprzedaż prywatnej rzeczy przed upływem sześciu miesięcy podlega wykazaniu w PIT-36 niezależnie od tego, czy powstał dochód, czy strata.
Błąd numer 5: „Mam 500 kart, więc urząd uzna mnie za sklep”. Sama liczba kart nie rozstrzyga sprawy. Znaczenie ma faktyczny sposób działania.
Błąd numer 6: „Jeżeli sprzedaję wyłącznie na Cardmarket, jestem przedsiębiorcą”. Nie. Platforma sprzedażowa nie przesądza sama w sobie o charakterze działalności.
Błąd numer 7: „Kupuję tanio i sprzedaję drożej, ale nazywam to kolekcjonowaniem”. Tutaj ryzyko jest zdecydowanie większe, bo faktyczny cel zarobkowy i powtarzalność transakcji mogą mieć znaczenie dla oceny działalności.
Jak wyglądałby realistyczny przypadek kolekcjonera?
Wyobraźmy sobie Michała, który w latach 2023–2025 wydał łącznie 30 000 zł na Pokémon TCG. Nie kupował z myślą o sklepie. Otwierał produkty, wymieniał karty, kupował brakujące single, budował kolekcję i przechowywał ją w binderach. W 2026 roku sprzedaje część kart za 42 000 zł, ponieważ potrzebuje pieniędzy na inne cele. Na pierwszy rzut oka ktoś może powiedzieć: „Zarobił 12 000 zł, więc powinien zapłacić podatek”. To jednak zbyt uproszczona analiza.
Trzeba przeanalizować każdą transakcję i okres posiadania, charakter majątku oraz dokumentację. Jeżeli konkretne karty były jego prywatnym majątkiem i zostały sprzedane po wymaganym okresie, sama sprzedaż nie jest opodatkowana PIT. Jeżeli część kart została kupiona niedawno i sprzedana przed upływem okresu, ta część może wymagać rozliczenia. Jeżeli natomiast analiza całego zachowania Michała pokaże, że już wcześniej regularnie kupował karty z zamiarem ich odsprzedaży, sytuacja staje się bardziej skomplikowana i nie należy jej sprowadzać wyłącznie do reguły sześciu miesięcy.
Inny przykład jest jeszcze bardziej charakterystyczny dla rynku TCG. Tomek zauważa, że określony Pokémon box kosztuje w Polsce 500 zł, podczas gdy na innym rynku może znaleźć nabywcę za 650 zł. Kupuje więc 20 sztuk wyłącznie w celu odsprzedaży. Następnie wystawia je systematycznie na platformie, prowadzi kilka aukcji, reinwestuje pieniądze w kolejne produkty i utrzymuje stałą marżę. To jakościowo inna sytuacja niż sprzedaż 20 starych pudełek, które przez trzy lata leżały w jego prywatnej kolekcji. W pierwszym przypadku ekonomiczny model działania przypomina handel, w drugim – likwidację lub zmianę prywatnego majątku. Ta różnica jest ważniejsza niż sama liczba sprzedanych przedmiotów.
Mój ranking bezpieczeństwa podatkowego dla sprzedającego TCG
9/10 – wieloletnia prywatna kolekcja sprzedawana po upływie wymaganego okresu. Bardzo czytelny model, szczególnie jeśli zachowałeś dowody nabycia i możesz wyjaśnić pochodzenie kolekcji.
8/10 – okazjonalna sprzedaż pojedynczych kart z prywatnego majątku. Niewielka skala i brak cech regularnego handlu działają na korzyść kolekcjonera, ale trzeba pamiętać o zasadach sześciomiesięcznych.
7/10 – duża wyprzedaż kolekcji przez Cardmarket lub Allegro. Duża liczba ofert może wyglądać imponująco, ale sama liczba kart nie oznacza działalności gospodarczej. Dokumentacja staje się tutaj szczególnie ważna.
6/10 – regularne sprzedawanie kart kupowanych pierwotnie dla siebie, ale z częstą rotacją. Pojawia się szara strefa praktyczna i trzeba dokładniej przeanalizować sposób działania.
4/10 – systematyczne kupowanie kart pod odsprzedaż. Coraz trudniej argumentować, że chodzi wyłącznie o prywatną kolekcję.
2/10 – stały handel, magazyn, marża, regularne zakupy i sprzedaż wielu klientom. To model bardzo bliski klasycznej działalności gospodarczej i nie powinien być traktowany jak zwykła wyprzedaż kolekcji.
Co warto przechowywać?
Najlepszym „ubezpieczeniem” kolekcjonera nie jest próba znalezienia magicznego limitu, tylko dokumentacja. Warto zachowywać faktury, paragony, potwierdzenia zamówień, potwierdzenia płatności, historię Cardmarket, Allegro czy innych platform, korespondencję dotyczącą większych zakupów, arkusz z kartami oraz – w przypadku większej kolekcji – fotografie binderów lub produktów. Nie chodzi o to, aby tworzyć księgowość korporacji dla kilku kart. Chodzi o możliwość odpowiedzi na trzy proste pytania: co sprzedałem, kiedy to kupiłem i za ile to kupiłem? Przy kolekcji wartej kilkadziesiąt tysięcy złotych taka dokumentacja może być znacznie bardziej wartościowa niż próba zapamiętania wszystkiego.
Szczególnej ostrożności wymagają kolekcje budowane przez wiele lat, w których część kart została kupiona pojedynczo, część pochodzi z boosterów, część z wymian, część z prezentów, a część z produktów sealed. W takim przypadku nie zawsze da się przypisać prostą cenę zakupu do każdej konkretnej karty. Dlatego im większa wartość kolekcji, tym bardziej warto prowadzić własną ewidencję od momentu zakupu. Przy drogich kartach, szczególnie takich, których wartość wynosi kilka lub kilkanaście tysięcy złotych, zachowanie dokumentacji staje się praktycznie elementem zarządzania kolekcją, podobnie jak grading, sejf czy ubezpieczenie.
TCG jako hobby czy biznes? Najważniejszy test
Moim zdaniem najlepszym sposobem na ocenę własnej sytuacji nie jest pytanie „ile kart sprzedałem?”, ale pięć innych pytań: Po co kupiłem te karty? Czy kupuję je z myślą o odsprzedaży? Czy robię to regularnie? Czy działalność jest zorganizowana? Czy stale próbuję osiągać marżę? Jeżeli odpowiedzi zaczynają układać się w obraz małego sklepu, warto przestać myśleć o sobie jak o kolekcjonerze wyprzedającym hobby. Jeżeli natomiast kupowałeś karty przez lata, a teraz sprzedajesz część kolekcji, sytuacja wygląda zupełnie inaczej.
Warto również pamiętać, że wysoki obrót nie zawsze oznacza wysoki dochód. To niezwykle istotne w TCG. Sprzedający może mieć 50 000 zł obrotu, ale po uwzględnieniu ceny zakupu, prowizji platform, kosztów przesyłek, zabezpieczenia przesyłek, zwrotów i innych wydatków jego rzeczywisty wynik ekonomiczny może być zdecydowanie niższy. Dlatego analiza finansowa sprzedawcy TCG powinna zawsze rozdzielać co najmniej cztery wartości: obrót, koszty zakupu, koszty sprzedaży oraz faktyczny dochód. Dopiero wtedy można sensownie ocenić, czy działalność jest opłacalna.
Najbezpieczniejszy model działania – moja rekomendacja
Jeżeli jesteś zwykłym kolekcjonerem i chcesz po prostu sprzedać część swojej kolekcji, najrozsądniejszy model jest prosty: dokumentuj zakupy, zapisuj daty nabycia, nie udawaj sklepu, nie próbuj omijać raportowania platform, a przy sprzedaży analizuj każdą grupę kart pod kątem okresu posiadania i charakteru majątku. Jeżeli sprzedaż jest regularna i kupujesz towary przede wszystkim po to, aby je odsprzedawać, nie budowałbym strategii na zasadzie „dopóki nie przekroczę 10 813,50 zł, wszystko jest prywatne”. Limit działalności nierejestrowanej nie jest bowiem uniwersalnym zwolnieniem z podatków ani definicją prywatnej sprzedaży. Jest rozwiązaniem dla określonej kategorii drobnej działalności zarobkowej, przy spełnieniu ustawowych warunków.
Moim zdaniem największym błędem polskiego rynku TCG jest patrzenie na podatki wyłącznie przez pryzmat kwoty sprzedaży. Kolekcjoner widzi 20 000 zł na koncie i zaczyna się zastanawiać, czy przekroczył jakiś próg. Tymczasem fiskalnie znacznie ważniejsze może być to, co właściwie zostało sprzedane, kiedy zostało nabyte, czy należało do prywatnego majątku oraz czy sposób działania nie przypomina regularnego handlu. DAC7 dodatkowo wprowadza warstwę raportowania, ale nie zmienia podstawowych zasad opodatkowania.
Wniosek TCG24.pl
Sprzedaż kart TCG w Polsce nie powinna być traktowana jak jeden prosty przypadek podatkowy. Ten sam obrót – przykładowo 20 000 zł – może oznaczać zupełnie różne sytuacje. Dla jednej osoby będzie to wyprzedaż kolekcji Pokémonów budowanej przez pięć lat, dla drugiej działalność nierejestrowana, a dla trzeciej regularny handel kartami kupowanymi z zamiarem osiągnięcia marży. Dlatego najważniejszą zasadą nie jest „sprzedaj maksymalnie 29 rzeczy”, „nie przekrocz 2000 euro” ani „trzymaj każdą kartę dokładnie 180 dni”.
To internetowe skróty, które mogą prowadzić do błędnych decyzji. Prawidłowe podejście wygląda inaczej: najpierw określ charakter sprzedaży, następnie sprawdź okres posiadania, później ustal przychód i koszty, a dopiero na końcu analizuj obowiązki podatkowe i raportowanie platformy. Jeżeli sprzedajesz prywatne karty po upływie ustawowego półrocznego okresu, sprzedaż rzeczy ruchomej co do zasady nie podlega PIT. Jeżeli sprzedajesz przed upływem tego okresu, prywatną sprzedaż rozliczasz w PIT-36, uwzględniając właściwe koszty. Jeżeli natomiast regularnie kupujesz karty z zamiarem ich odsprzedaży, skala, organizacja i ciągłość działań mogą prowadzić do zupełnie innej kwalifikacji.
DAC7 należy natomiast traktować jako system raportowania danych, a nie jako nowy podatek od kolekcjonerów. W 2026 roku działalność nierejestrowana może być interesującym rozwiązaniem dla części małych sprzedawców, ale obowiązuje limit 10 813,50 zł przychodu należnego na kwartał oraz inne warunki, których nie można pomijać. Z perspektywy kolekcjonera TCG najlepszą strategią nie jest więc szukanie sposobu na „niewidoczność”, lecz stworzenie własnej historii kolekcji: kiedy karta została kupiona, za ile, kiedy została sprzedana i dlaczego. W świecie, w którym jedna karta może kosztować 5 zł, a inna 50 000 zł, dobra dokumentacja jest równie ważna jak sleeve, toploader i bezpieczny binder. I właśnie to jest moim zdaniem najważniejsza różnica między przypadkowym sprzedawaniem kart a świadomym zarządzaniem kolekcją.

Rafał Górski – założyciel TCG24.pl, kolekcjoner i gracz TCG z ponad 8-letnim stażem. Specjalizuje się w rynku Pokémon TCG oraz Magic: The Gathering. Przeprowadził ponad 300 udanych transakcji na międzynarodowych giełdach kart i osobiście wysłał dziesiątki kart do gradingu w PSA oraz BGS. Na TCG24.pl odpowiada za analizy rynkowe, weryfikację oryginalności oraz poradniki dla początkujących i zaawansowanych graczy


