Riftbound można oczywiście traktować przede wszystkim jako grę karcianą. Budujemy talię, testujemy ją przed turniejem, śledzimy metagame, wymieniamy karty z innymi graczami i próbujemy znaleźć tę jedną Legendę, którą będziemy chcieli prowadzić przez kolejny format. Ale Riftbound ma również drugą stronę, która z każdym kolejnym dodatkiem robi się coraz ciekawsza – kolekcjonerską. I właśnie tutaj zaczyna się zupełnie inna przygoda.
Nie każda karta jest dla kolekcjonera równie interesująca. Zwykła wersja karty może być potrzebna do gry, natomiast jej Alt Art może już trafić do bindera. Overnumbered może stać się jednym z najważniejszych elementów kolekcji konkretnego bohatera. Promo może przypominać udział w wydarzeniu albo pochodzić z produktu dostępnego tylko przez ograniczony czas. A Ultimate Rare znajduje się jeszcze wyżej – to karty projektowane jako wyjątkowo trudne do zdobycia.
W przypadku Riftbound granica pomiędzy graczem a kolekcjonerem jest więc bardzo płynna. Można kupować boostery z myślą o decku, a jednocześnie liczyć na trafienie karty, której nie planowaliśmy używać w żadnej talii. I właśnie dlatego warto dobrze rozumieć, czym różnią się poszczególne rodzaje specjalnych kart.
Ultimate Rare – najwyższy poziom kolekcjonerskiego polowania
Jeżeli ktoś pyta o najrzadsze karty Riftbound, pierwszym terminem, który powinien pojawić się w rozmowie, jest Ultimate. Riftbound wprowadziło Ultimate Rarity wraz z dodatkiem Unleashed. Riot opisał ją jako kategorię kart wyjątkowo trudnych do znalezienia. Pierwszą kartą Ultimate w historii gry został Baron Nashor, przedstawiony jako unikatowa karta Overnumbered.
I to jest bardzo ważny szczegół. Ultimate nie należy traktować po prostu jako kolejnego poziomu standardowej drabinki rarity. To raczej specjalna warstwa kolekcjonerska, której zadaniem jest stworzenie kart naprawdę wyjątkowych. Dla kolekcjonera oznacza to coś bardzo istotnego.
Jeżeli kompletowanie podstawowego setu można potraktować jako projekt, który wymaga czasu i odpowiedniego budżetu, polowanie na Ultimate jest już zupełnie inną historią. Tutaj nie chodzi o zwykłe „uzbieranie wszystkich kart”. Chodzi o znalezienie egzemplarza, który może być jednym z najbardziej pożądanych elementów całej kolekcji. I właśnie dlatego Ultimate są szczególnie interesujące dla osób, które patrzą na Riftbound nie tylko przez pryzmat gry.
Baron Nashor – karta, która otworzyła nowy rozdział
Pierwszy Ultimate Rare ma również dodatkowe znaczenie historyczne. Baron Nashor nie jest po prostu kolejną kartą o wyjątkowej obróbce. To karta, która zapoczątkowała Ultimate Rarity w Riftbound. Dla kolekcjonera takie karty zawsze mają dodatkowy argument.
Podobnie jak w innych TCG, pierwsze pojawienie się określonego rodzaju rarity może po latach mieć znaczenie samo w sobie. Nie oznacza to oczywiście, że każda pierwsza karta automatycznie stanie się cenowym hitem. Rynek kolekcjonerski nie działa aż tak prosto. Ale historia produktu ma znaczenie. A Baron Nashor będzie już zawsze jedną z pierwszych kart związanych z Ultimate Rarity.
Overnumbered – prawdopodobnie najbardziej charakterystyczny element kolekcjonowania Riftbound
Jeżeli Ultimate jest obecnie najwyższym poziomem wyjątkowości, to Overnumbered jest prawdopodobnie najbardziej charakterystycznym elementem całego systemu kolekcjonerskiego Riftbound. Nazwa nie jest przypadkowa.
Overnumbered otrzymują numery wykraczające poza standardową numerację setu. W pierwszym secie regularna numeracja kończyła się na 298 kartach, dlatego specjalne wersje otrzymywały numery powyżej tego zakresu. Karty wyróżniają się również specjalnymi artworkami i premiumowym wykończeniem.
I właśnie tutaj Riftbound zaczyna robić coś naprawdę interesującego. Overnumbered nie są po prostu błyszczącymi wersjami zwykłych kart. W wielu przypadkach są projektowane jako osobne dzieła kolekcjonerskie. Artwork może być zupełnie inny, a karta często wygląda tak, jakby została stworzona przede wszystkim po to, żeby znaleźć się w binderze kolekcjonera. To ważne, ponieważ dzięki temu Overnumbered mają swoją własną tożsamość.
Spiritforged rozszerzył ideę Overnumbered
Wraz ze Spiritforged system Overnumbered stał się jeszcze ciekawszy. W pierwszym secie kolekcjonerzy skupiali się przede wszystkim na Legendach. Spiritforged rozszerzył tę kategorię również na Champion Units oraz Gear, dzięki czemu pojawiło się znacznie więcej możliwości budowania kolekcji. W Spiritforged znalazły się między innymi Overnumbered wersje:
- Lucian – Purifier,
- Fiora – Grand Duelist,
- Draven – Glorious Executioner,
- Irelia – Blade Dancer,
- Rumble – Mechanized Menace,
- Ornn – Fire Below the Mountain,
- Rek’Sai – Void Burrower,
- Yone – Blademaster,
- Ahri – Inquisitive,
- Irelia – Fervent,
- Vayne – Hunter,
- Sett – Brawler,
- Darius – Executioner,
a także specjalne wersje kart Gear, między innymi Seal of Discord, Seal of Strength i Seal of Focus. To bardzo dobry przykład tego, jak kolekcjonowanie Riftbound zaczęło wychodzić poza prosty schemat „zbieram wszystkie Legendy”. Można przecież kolekcjonować konkretnego bohatera. Można zbierać wyłącznie Overnumbered. Można skupić się na Gear. Można stworzyć kolekcję wokół jednej domeny. Można również próbować zebrać wszystkie warianty konkretnej postaci. I właśnie ta elastyczność sprawia, że Riftbound daje kolekcjonerowi sporo możliwości.
Podpisane Overnumbered – jeszcze trudniejsza wersja polowania
Na tym jednak nie kończy się temat. W systemie Overnumbered pojawiają się również egzemplarze podpisane przez artystę. Według informacji dotyczących Spiritforged około jedna na dziesięć kart Overnumbered ma być wersją podpisaną, co oznacza, że są one jeszcze rzadszym wariantem niż standardowe Overnumbered.
I tutaj zaczyna się prawdziwe kolekcjonerskie polowanie. Można bowiem mieć kartę Overnumbered, ale jednocześnie wiedzieć, że istnieje jej podpisana wersja. Dla jednego kolekcjonera różnica będzie kosmetyczna. Dla drugiego właśnie ten podpis może być powodem, dla którego dana karta staje się centerpiece’em całej kolekcji. To również pokazuje, że Riftbound zaczyna tworzyć własną hierarchię kart premium.
Vendetta podniosła poprzeczkę
Jeżeli Spiritforged mocno rozbudowało ideę Overnumbered, to Vendetta poszła jeszcze dalej. Czwarty set Riftbound otrzymał aż 31 Overnumbered, podzielonych na dwie główne kategorie. To ogromna liczba jak na jeden dodatek. Co więcej, Vendetta wprowadziła również bardzo ciekawy pomysł łączących się artworków. Karty zostały zaprojektowane tak, aby po zestawieniu ich obok siebie tworzyły większą ilustrację. Wśród pokazanych par znalazły się między innymi Vi i Jinx oraz Jayce i Viktor.
Dla gracza jest to ciekawostka. Dla kolekcjonera – świetny powód, żeby nie zatrzymywać się na jednej karcie. Jeżeli mamy jedną połowę artworku, naturalnie pojawia się pytanie: „A gdzie jest druga?”. I dokładnie na tym polega siła tego typu projektów. Karta przestaje być tylko pojedynczym przedmiotem. Staje się częścią większej całości.
Overnumbered z Vendetta to osobna kategoria kolekcjonerska
W Vendetta znajdziemy 31 Overnumbered, co czyni ten set jednym z najważniejszych dodatków dla osób zainteresowanych kolekcjonowaniem. To szczególnie interesujące dla osób, które zaczynają kolekcję właśnie teraz. Można bowiem podejść do Vendetta na kilka sposobów.
Pierwszy to klasyczne kompletowanie.
Drugi to polowanie tylko na Overnumbered.
Trzeci – skupienie się na kartach przedstawiających konkretne postacie.
Czwarty – próba zebrania całych par z łączącym się artworkiem.
I wreszcie można po prostu wybierać te karty, które najbardziej podobają nam się wizualnie. Nie trzeba kolekcjonować wszystkiego. Właściwie moim zdaniem próba zebrania absolutnie każdego wariantu od początku jest jednym z najprostszych sposobów na bardzo szybkie przepalenie budżetu.
Alt Art – atrakcyjna alternatywa dla Overnumbered
Nie każda wyjątkowa karta Riftbound musi być jednak Overnumbered. Bardzo ważną kategorią są również Alt Art, czyli alternatywne wersje artworków. To rozwiązanie szczególnie dobrze trafia do osób, które kolekcjonują przede wszystkim wizualnie. Nie zawsze interesuje ich numer karty. Nie zawsze potrzebują podpisu artysty. Czasami chcą po prostu mieć najładniejszą możliwą wersję ulubionej postaci. I tutaj Alt Art sprawdza się doskonale. Co ważne, Vendetta pokazuje, że Riot może wykorzystywać również artworki pochodzące z innych projektów związanych z League of Legends. Dobrym przykładem jest Crystal Rose.
W Vendetta pojawiło się sześć Crystal Rose Alt Art: Kai’Sa, Survivor; Sona, Harmonious; Ahri, Inquisitive; Sett, Brawler; Ezreal, Prodigy oraz Lux, Crownguard.
Te karty wykorzystują artworki związane z linią skórek Crystal Rose z Wild Rift. Dla fanów League of Legends jest to dodatkowa warstwa kolekcjonerska. Nie zbieramy już tylko Riftbound. Zbieramy jednocześnie kawałek historii i estetyki całego uniwersum Runeterry.
Crystal Rose pokazuje, w którym kierunku może pójść kolekcjonowanie
To moim zdaniem jeden z najciekawszych kierunków rozwoju Riftbound. Jeżeli Riot będzie wprowadzał kolejne Alt Art inspirowane innymi elementami League of Legends, kolekcjonerzy mogą zacząć budować kolekcje nie tylko według setów, ale również według konkretnych motywów.
Crystal Rose.
Konkretna postać.
Konkretny artysta.
Konkretny styl.
Konkretny region Runeterry.
Możliwości jest naprawdę dużo.
Crystal Rose jest tym ciekawsze, że te sześć kart znajduje się w boosterach Vendetta i pojawia się w tych samych slotach co inne specjalne warianty kart. Nie trzeba więc kupować jednego specjalnego produktu przeznaczonego wyłącznie do tego zestawu. Polowanie odbywa się bezpośrednio w boosterach.
Promosy – kolekcjonowanie historii Riftbound
Jeszcze inną kategorią są Promo Cards. I tutaj sprawa wygląda zupełnie inaczej niż w przypadku kart wyciąganych z normalnych boosterów. Promocyjne karty Riftbound pojawiają się między innymi w związku z turniejami, wydarzeniami w lokalnych sklepach, specjalnymi produktami, bundle’ami i innymi akcjami. To sprawia, że promo mają wyjątkową cechę. Ich wartość kolekcjonerska nie zawsze wynika tylko z rarity. Czasami znaczenie ma historia zdobycia karty.
Karta może pochodzić z konkretnego eventu. Może być związana z premierą dodatku. Może być rozdawana uczestnikom wydarzenia. Może pochodzić z określonego produktu. I dlatego kolekcjonerzy promo często tworzą kolekcję, która jest jednocześnie kroniką historii gry.
Promo nie musi być najrzadszą kartą, żeby była ciekawa
To bardzo ważne rozróżnienie. Najrzadsza karta nie zawsze będzie dla każdego kolekcjonera najciekawsza. Wyobraźmy sobie dwie karty.
Pierwsza jest ekstremalnie rzadka, ale przedstawia bohatera, którego kompletnie nie lubimy.
Druga jest znacznie łatwiejsza do zdobycia, ale pochodzi z naszego pierwszego turnieju Riftbound.
Która jest więcej warta? Finansowo – być może pierwsza. Kolekcjonersko dla konkretnej osoby – bardzo możliwe, że druga. I właśnie dlatego promo są tak interesujące. Mogą mieć wartość emocjonalną, której nie da się wyliczyć na podstawie samego pull rate.
Promo z czasem mogą stworzyć własną historię
Riftbound jest stosunkowo młodą grą. To oznacza, że pierwsze lata jej funkcjonowania mogą mieć dla przyszłych kolekcjonerów szczególne znaczenie.
Pierwsze turnieje.
Pierwsze regionalsy.
Pierwsze specjalne wydarzenia.
Pierwsze produkty.
Pierwsze promki.
Pierwsze Ultimate.
Pierwsze Overnumbered.
To wszystko tworzy historię gry. Dlatego osobiście nie ignorowałbym kart promocyjnych tylko dlatego, że nie znajdują się na najwyższym poziomie rarity. Czasami właśnie takie karty po latach okazują się najbardziej interesującymi pamiątkami.
Co właściwie jest najrzadsze?
Jeżeli spróbujemy stworzyć bardzo uproszczoną hierarchię, sytuacja wygląda mniej więcej tak:
Ultimate – absolutny szczyt wyjątkowości, z kartami projektowanymi jako ekstremalnie trudne do zdobycia.
Overnumbered – specjalne, numerowane wersje z wyjątkowymi artworkami i premiumowym wykończeniem.
Alt Art / Special Alt – alternatywne wersje kart, często szczególnie atrakcyjne wizualnie.
Promos – specjalne karty dystrybuowane poza standardowym obiegiem setu.
Ale tutaj trzeba uważać. Nie można powiedzieć, że każda Ultimate będzie automatycznie droższa od każdego Overnumbered, a każdy Overnumbered będzie droższy od każdego promo. Rynek tak nie działa. Na cenę wpływają również postać, popularność karty, stan, artwork, liczba dostępnych egzemplarzy, zainteresowanie graczy oraz aktualny popyt.
Najrzadsza karta a najdroższa karta to nie to samo
To jedna z podstawowych zasad, o których powinien pamiętać każdy początkujący kolekcjoner. Rzadkość jest tylko jednym elementem. Jeżeli karta jest niezwykle rzadka, ale przedstawia mało popularnego bohatera i nie wzbudza zainteresowania kolekcjonerów, może mieć mniejszy popyt niż karta odrobinę łatwiejsza do zdobycia, ale przedstawiająca jedną z najbardziej lubianych postaci.
W przypadku Riftbound ten aspekt będzie prawdopodobnie szczególnie widoczny. League of Legends ma ogromną liczbę fanów. Nie każdy fan będzie jednak kolekcjonował te same postacie.
Dla jednego kolekcjonera najważniejsza będzie Jinx.
Dla drugiego Viktor.
Dla kolejnego Irelia.
A ktoś inny będzie chciał zebrać wszystkie karty związane z Noxusem. Dlatego kolekcjonowanie Riftbound nie powinno sprowadzać się do pytania „co jest najdroższe?”. Znacznie ciekawsze pytanie brzmi:
„Co chcę mieć w swojej kolekcji?”
Czy warto otwierać boostery tylko dla najrzadszych kart?
Tutaj moja odpowiedź jest dość ostrożna. Jeżeli celem jest konkretny Overnumbered, Ultimate albo Alt Art, otwieranie kolejnych boosterów może być bardzo drogą metodą zdobycia jednej konkretnej karty. Booster daje emocje. Daje możliwość trafienia czegoś wyjątkowego. Ale nie daje gwarancji konkretnego egzemplarza. Jeżeli więc chcemy konkretną kartę do kolekcji, zakup pojedynczego egzemplarza może być znacznie rozsądniejszy. Boostery mają natomiast sens jako część samego hobby. Otwieramy je, ponieważ lubimy otwieranie. Lubimy niepewność. Lubimy moment, w którym karta obraca się na drugą stronę i przez sekundę nie wiemy, co właśnie trafiliśmy. To zupełnie inny rodzaj przyjemności.
Jak budować kolekcję Riftbound?
Nie zaczynałbym od próby zebrania wszystkiego. To ogromny błąd. Na początku zdecydowanie lepiej wybrać własny kierunek. Możemy na przykład powiedzieć:
„Zbieram wszystkie wersje Jinx.”
Albo:
„Chcę mieć jeden pełny set Origins.”
Albo:
„Interesują mnie wyłącznie Overnumbered.”
Albo:
„Zbieram najładniejsze Alt Art.”
Albo:
„Chcę stworzyć kolekcję kart z każdego turnieju, w którym uczestniczyłem.”
Każdy z tych celów jest sensowny.
I każdy może wyglądać zupełnie inaczej.
Kolekcjonowanie jednej postaci może być świetnym pomysłem
Jeżeli mamy ulubionego bohatera z League of Legends, moim zdaniem warto rozważyć właśnie taki model kolekcjonowania. Załóżmy, że wybieramy Irelię. Możemy zbierać:
- wszystkie standardowe wersje Irelii,
- Overnumbered Irelię,
- Alt Art,
- Irelię jako Legendę,
- Irelię jako Champion Unit,
- promocyjne warianty,
- różne wersje artworków.
Nagle zwykła karta przestaje być pojedynczym elementem setu. Staje się częścią większego projektu. To zdecydowanie bardziej satysfakcjonujący sposób kolekcjonowania niż kupowanie przypadkowych kart tylko dlatego, że są drogie.
Stan karty ma ogromne znaczenie
Nawet najrzadsza karta może stracić znaczną część swojej atrakcyjności, jeśli jest mocno uszkodzona. Dlatego kolekcjoner powinien od początku przyzwyczaić się do odpowiedniej ochrony kart.
Sleeve.
Binder.
Toploader.
Odpowiednie przechowywanie.
Unikanie wilgoci.
Ochrona przed światłem.
Brak niepotrzebnego wyciągania najdroższych kart. To brzmi banalnie, ale właśnie takie szczegóły decydują o tym, czy po kilku latach karta nadal będzie wyglądała jak nowa. W przypadku kart premium szczególnie ważne jest również dokładne sprawdzenie krawędzi, rogów, powierzchni i centrowania przed ewentualnym gradingiem.
Czy każdą rzadką kartę warto gradingować w PSA?
Moim zdaniem nie. Grading powinien być decyzją, a nie automatycznym etapem kolekcjonowania. Jeżeli mamy kartę, którą bardzo cenimy i chcemy ją zabezpieczyć oraz profesjonalnie zaprezentować – grading może mieć sens. Jeżeli jednak karta jest stosunkowo tania, a koszt całej procedury jest nieproporcjonalny do jej wartości, ekonomiczny sens może być niewielki.
W przypadku Ultimate czy najlepszych Overnumbered sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej. Tam potencjalna różnica pomiędzy bardzo dobrym egzemplarzem a kartą z widocznymi wadami może mieć większe znaczenie. Ale nadal nie traktowałbym gradingu jako gwarancji wzrostu wartości. To narzędzie. Nie magiczna inwestycja.
Moja perspektywa jako kolekcjonera
Z perspektywy TCG24.pl najbardziej podoba mi się w Riftbound to, że kolekcjonowanie nie zostało ograniczone do jednej prostej kategorii rarity.
Mamy Overnumbered.
Mamy Alt Art.
Mamy Promos.
Mamy Ultimate.
Mamy różne warianty artworków.
Mamy karty związane z wydarzeniami.
A wraz z kolejnymi dodatkami pojawiają się nowe pomysły, takie jak łączące się artworki z Vendetta. To sprawia, że każdy może znaleźć własny sposób na kolekcję. Sam nie próbowałbym jednak od razu kupować wszystkiego. Riftbound jest młodą grą i właśnie dlatego łatwo dać się ponieść pierwszej fali zainteresowania. Kolekcjonowanie powinno być przede wszystkim przyjemnością.
Jeżeli ktoś zaczyna kupować kartę tylko dlatego, że ktoś w internecie powiedział, że „na pewno będzie droga”, bardzo szybko może przestać być kolekcjonerem, a zacząć po prostu spekulować. To dwie różne rzeczy. Dla mnie najciekawsze karty Riftbound to te, które mają jednocześnie świetny artwork, ciekawą historię i znaczenie dla konkretnej części społeczności. Dlatego Overnumbered bardzo do mnie przemawiają.
Nie tylko dlatego, że są rzadkie. Podoba mi się sam pomysł alternatywnych ilustracji, numerowania i specjalnych wersji. Podoba mi się również kierunek, w którym poszła Vendetta z łączącymi się artworkami. To jest dokładnie ten rodzaj rozwiązania, który sprawia, że kolekcjoner zaczyna patrzeć na karty jak na coś więcej niż kawałki kartonu. Ultimate z kolei mają zupełnie inny charakter. Są symbolem ekstremalnej rzadkości.
I właśnie dlatego warto je obserwować, nawet jeśli większość kolekcjonerów nigdy nie będzie miała ich w binderze. Promosy są natomiast dla mnie najbardziej „żywą” częścią kolekcji. Jeżeli karta pochodzi z wydarzenia, w którym sam uczestniczyłem, jej wartość jest dla mnie zupełnie inna niż zwykłej karty znalezionej w boosterze.
I chyba właśnie tutaj widzę największy potencjał Riftbound jako gry kolekcjonerskiej. Riot ma ogromne uniwersum, ogromną bazę postaci i mnóstwo materiału, z którego można tworzyć kolejne specjalne wersje.
Jeżeli kolejne sety będą rozwijały Alt Art, Overnumbered, Promos i Ultimate w podobny sposób, kolekcjonowanie Riftbound może stać się bardzo rozbudowaną częścią całej społeczności.
Jaka jest przyszłość Rift Bound?
Riftbound dopiero buduje swoją historię kolekcjonerską, ale już teraz widać, że twórcy nie traktują specjalnych kart jako prostego dodatku do podstawowego setu.
Ultimate reprezentują ekstremalną rzadkość.
Overnumbered są wizytówką kolekcjonerskiej strony Riftbound.
Alt Art pozwalają cieszyć się innymi interpretacjami ulubionych bohaterów.
Promos dokumentują rozwój gry, wydarzenia i społeczność.
I właśnie dlatego nie próbowałbym wskazywać jednej kategorii jako „najlepszej”. Każda odpowiada na inną potrzebę. Jeżeli ktoś chce polować na absolutnie najrzadsze karty – powinien obserwować Ultimate. Jeżeli zależy mu na wyjątkowych artworkach i numerowanych kartach – Overnumbered są naturalnym kierunkiem. Jeżeli kolekcja ma być przede wszystkim wizualna – Alt Art mogą okazać się najlepszym wyborem. Jeżeli natomiast chcemy zbierać historię Riftbound – warto zainteresować się promocjami i kartami związanymi z wydarzeniami.
Najważniejsze jest jednak to, żeby nie próbować kolekcjonować wszystkiego tylko dlatego, że jest rzadkie. Właśnie wtedy kolekcjonowanie zaczyna tracić sens. Znacznie ciekawsza jest kolekcja, która coś o nas mówi. Ulubiona postać. Ulubiony set. Najładniejsze artworki. Pierwszy turniej. Najważniejsze wydarzenie. Karta, którą udało się zdobyć po długim polowaniu. To są rzeczy, które po latach nadal będą miały znaczenie. A jeśli Riftbound będzie rozwijało się tak, jak sugeruje obecny kierunek, dzisiejsze pierwsze Ultimate, Overnumbered i promosy mogą kiedyś stanowić bardzo ciekawy zapis początków tej gry.
I właśnie dlatego warto patrzeć na Riftbound nie tylko przez pryzmat tego, którą talią wygrać kolejny turniej. Czasami warto też zastanowić się, którą kartę chcielibyśmy mieć w swoim binderze za pięć czy dziesięć lat.
A Wy jak podchodzicie do kolekcjonowania Riftbound? Zbieracie konkretne postacie, pełne sety, Overnumbered, Alt Art czy może polujecie przede wszystkim na promocyjne karty?

Karty TCG to dla mnie nie tylko hobby, ale codzienna dawka adrenaliny i niekończąca się przygoda pełna strategii, niespodzianek i spotkań z pasjonatami. Na TCG24.pl dzielę się swoją wiedzą, doświadczeniem i miłością do tego uniwersum, żeby każdy mógł czerpać z niego tyle samo radości co ja.


