Riftbound – które karty warto kolekcjonować? 

Riftbound bardzo szybko przestał być dla wielu graczy wyłącznie kolejną karcianką, w której liczy się tylko deck i wynik przy stole. League of Legends daje twórcom ogromne możliwości wykorzystania popularnych bohaterów, charakterystycznych grafik i całego wizualnego dziedzictwa Runeterry. Nic więc dziwnego, że obok graczy turniejowych pojawili się również kolekcjonerzy. I tutaj pojawia się pytanie, które będzie wracało coraz częściej: które karty Riftbound naprawdę warto zbierać?

Nie chodzi przy tym wyłącznie o najdroższe karty. Kolekcjonowanie TCG ma znacznie więcej wymiarów. Jednego gracza interesuje kompletna kolekcja konkretnego bohatera, drugiego najbardziej efektowne artworki, trzeciego pierwsze wydania, a jeszcze innego karty związane z wydarzeniami. Dlatego zamiast tworzyć prosty ranking od najdroższej do najtańszej karty, lepiej spojrzeć na Riftbound jak na kolekcję, którą można budować na kilka różnych sposobów.

Zacznij od bohaterów, których naprawdę lubisz w Riftbound

To może wydawać się oczywiste, ale moim zdaniem jest to najlepszy punkt wyjścia. Riftbound jest osadzone w uniwersum League of Legends, a to oznacza, że dla wielu osób największą wartością karty będzie po prostu przedstawiona na niej postać. Jeżeli od lat grasz Jinx, interesujesz się Viktorem, lubisz Irelię albo jesteś fanem Ahri, nie ma większego sensu budowanie kolekcji według przypadkowego rankingu cenowego. Zdecydowanie ciekawszym projektem będzie zebranie wszystkich interesujących wersji jednego bohatera.

Standardowa karta.

Alt Art.

Overnumbered.

Promo.

Kolejne warianty pojawiające się w następnych dodatkach. Po kilku setach taka kolekcja może wyglądać znacznie ciekawiej niż przypadkowy binder wypełniony drogimi kartami. I co najważniejsze – ma swoją historię.

Alt Art – tutaj często zaczyna się prawdziwa zabawa

Alternatywne artworki są jedną z rzeczy, na które osobiście zwracałbym szczególną uwagę. W zwykłej wersji karta musi przede wszystkim pełnić swoją funkcję w grze. W przypadku Alt Art ilustracja zaczyna odgrywać znacznie większą rolę. To właśnie takie karty najczęściej przyciągają wzrok, kiedy przeglądamy binder. Dobrym przykładem jest Crystal Rose w Vendetta. Riot wykorzystał tutaj artworki związane z Wild Rift, tworząc specjalne wersje między innymi Kai’Sy, Sony, Ahri, Setta, Ezreala i Lux. (riftbound.gg)

Dla gracza może to być po prostu atrakcyjna wersja karty. Dla kolekcjonera jest to już połączenie dwóch światów – Riftbound i League of Legends/Wild Rift. I właśnie takich kart szukałbym w pierwszej kolejności, jeżeli kolekcja ma mieć charakter wizualny.

Overnumbered to osobna liga

Nie sposób jednak mówić o kolekcjonowaniu Riftbound bez wspomnienia o Overnumbered. To specjalne wersje kart znajdujące się poza podstawową numeracją setu. Oprócz wyjątkowego artworku otrzymują własną numerację i zdecydowanie bardziej kolekcjonerski charakter. W Vendetta pojawiło się aż 31 Overnumbered, a część z nich została zaprojektowana w taki sposób, aby artworki kilku kart łączyły się w większą ilustrację.

To moim zdaniem jeden z najlepszych przykładów tego, jak można zachęcić kolekcjonera do zdobycia więcej niż jednej karty. Jeżeli posiadamy jedną część ilustracji, naturalnie zaczynamy szukać drugiej. A jeżeli uda się zdobyć komplet, dostajemy coś znacznie ciekawszego niż pojedynczy hit z boostera. Dostajemy mały zestaw kolekcjonerski.

Karty z pierwszych dodatków mają dodatkowy argument

W młodym TCG bardzo łatwo skupić się wyłącznie na tym, co jest aktualnie najnowsze. Z perspektywy kolekcjonera warto jednak spojrzeć również wstecz. Pierwsze dodatki Riftbound będą zawsze pierwszymi dodatkami Riftbound. Brzmi banalnie, ale historia TCG pokazuje, że pierwsze sety często zyskują z czasem dodatkowe znaczenie. Nie dlatego, że każda karta nagle staje się droga, ale dlatego, że stanowią początek całego systemu.

Origins ma więc dla kolekcjonera coś, czego nigdy nie będzie miał późniejszy dodatek. Jest początkiem. Dlatego jeżeli ktoś chce posiadać fragment historii Riftbound, kompletowanie wybranych kart z pierwszego setu może być bardzo ciekawym kierunkiem. Nie oznacza to jednak, że trzeba kupować cały set. Można zacząć od najbardziej charakterystycznych kart, Legend albo ulubionych bohaterów.

Pierwsze karty konkretnych bohaterów

To kolejny kierunek, który moim zdaniem może być bardzo interesujący w dłuższej perspektywie. Wyobraźmy sobie kolekcję jednego bohatera. Na początku mamy jego pierwszą kartę z Origins. Później pojawia się kolejna wersja w następnym dodatku.

Do tego dochodzi Alt Art.

Overnumbered.

Promo.

Po kilku latach mamy małą kronikę konkretnej postaci w Riftbound. I właśnie takie kolekcje lubię najbardziej. Nie dlatego, że muszą być najdroższe. Dlatego, że opowiadają historię.

Promosy – nie ignorowałbym ich

Promocyjne karty Riftbound mogą być dla kolekcjonera znacznie ciekawsze, niż wynikałoby to z samego wyglądu karty. Powód jest prosty – często są związane z konkretnymi wydarzeniami, produktami albo aktywnościami społeczności. To oznacza, że promo może dokumentować określony moment w historii gry. Riot rozwija system kart promocyjnych związanych między innymi z wydarzeniami i specjalnymi okazjami. 

I właśnie dlatego nie patrzyłbym na promo wyłącznie przez pryzmat ceny. Jeżeli uczestniczyliśmy w pierwszym turnieju, zdobyta tam karta będzie miała dla nas znaczenie niezależnie od tego, ile kosztuje na rynku. Po latach może być po prostu pamiątką.

Ultimate – karty dla najbardziej wymagających

Ultimate to już zupełnie inny poziom. Riftbound wprowadziło Ultimate Rarity wraz z Unleashed, a jedną z pierwszych kart tego typu został Baron Nashor. Riot stworzył tę kategorię jako wyjątkowo trudną do zdobycia warstwę kolekcjonerską. 

Jeżeli budżet nie jest problemem, Ultimate zdecydowanie należą do kart, które warto obserwować. Ale jest tutaj pewien haczyk. Nie każda osoba powinna ich szukać. Jeżeli ktoś dopiero zaczyna kolekcjonować Riftbound, wydawanie dużych pieniędzy na najrzadszą kartę w secie niekoniecznie będzie najlepszym początkiem. Znacznie rozsądniej jest najpierw ustalić, jaki rodzaj kolekcji chcemy stworzyć. Dopiero później można myśleć o najdroższych elementach.

Karty z wyjątkową historią

To kategoria, której nie da się łatwo zmierzyć ceną. Czasami najbardziej interesująca karta nie jest ani najrzadsza, ani najdroższa. Może być związana z pierwszym turniejem. Może przedstawiać kartę, która odegrała ogromną rolę w początkowym metagame. Może pochodzić z pierwszego produktu. Może być pierwszym pojawieniem się określonego bohatera. Może być kartą, która została zmieniona w wyniku późniejszych decyzji dotyczących gry.

Dla kolekcjonera takie szczegóły mają ogromne znaczenie. Riftbound jest jeszcze bardzo młodą grą, dlatego dzisiaj trudno przewidzieć, które elementy jej historii za kilka lat będą najbardziej interesujące. To właśnie sprawia, że obserwowanie jej rozwoju jest tak ciekawe.

Karty, które były ważne dla mety

Tutaj wchodzimy w obszar łączący graczy i kolekcjonerów. Niektóre karty mogą być interesujące dlatego, że przez pewien okres były bardzo mocne lub odgrywały ważną rolę w popularnych taliach. Ich znaczenie może się zmieniać wraz z kolejnymi dodatkami i zmianami formatu. Karta, która dziś jest podstawą mocnego decku, za rok może zostać wyparta przez nowe rozwiązania. Ale jej miejsce w historii gry pozostanie.

Dlatego kolekcjonerzy, którzy interesują się również sceną turniejową, mogą tworzyć kolekcje wokół kart kojarzonych z konkretnymi archetypami albo okresami metagame. To zdecydowanie ciekawsze niż patrzenie wyłącznie na rarity.

Nie każda droga karta jest dobrą kartą do kolekcji

To jedna z rzeczy, o których warto pamiętać. Rynek TCG potrafi bardzo łatwo zmienić sposób myślenia. Ktoś widzi kartę za 300 euro i automatycznie zakłada, że musi być lepsza kolekcjonersko od karty za 20 euro. Nie. Cena jest informacją o rynku, a nie obiektywną oceną wartości kolekcjonerskiej. Droga karta może być droga dlatego, że jest bardzo rzadka.

Ale jeśli kompletnie nie podoba nam się jej artwork, nie przedstawia interesującej nas postaci i nie ma dla nas żadnego znaczenia, może nie być dobrym zakupem do własnej kolekcji. Kolekcjonowanie powinno mieć osobisty element.

Co wybrałbym na początku?

Gdybym miał zaczynać kolekcję Riftbound od zera, nie próbowałbym kupować najrzadszych kart. Wybrałbym jednego lub dwóch bohaterów. Następnie sprawdziłbym wszystkie ich wersje. Potem wybrałbym kilka ulubionych Alt Art. Dopiero później zainteresowałbym się Overnumbered. Na końcu zostawiłbym sobie najdroższe karty.

Takie podejście pozwala budować kolekcję stopniowo, bez sytuacji, w której po kilku tygodniach okazuje się, że wydaliśmy ogromne pieniądze na karty, które tak naprawdę nas nie interesują.

Riftbound – boostery czy single?

Jeżeli chcemy po prostu otwierać paczki – boostery mają sens. Jeżeli chcemy konkretną kartę – single zazwyczaj są bardziej logiczne. To jedna z najważniejszych zasad kolekcjonowania TCG. Kupowanie boosterów jest świetne, jeśli podoba nam się sama zabawa z otwieraniem i możliwość trafienia czegoś wyjątkowego. Ale jeżeli polujemy na konkretną Overnumbered, Alt Art albo promo, próba trafienia jej w boosterach może być bardzo droga. W pewnym momencie bardziej opłaca się po prostu kupić kartę. Nie ma w tym niczego złego.

Wręcz przeciwnie – większość poważniejszych kolekcji prędzej czy później opiera się w dużej części na zakupie singli.

Moja kolekcjonerska lista priorytetów

Gdybym miał stworzyć własną kolejność zainteresowania kartami Riftbound, wyglądałaby ona mniej więcej tak:

1. Karty ulubionych bohaterów – przede wszystkim dlatego, że kolekcja powinna mieć osobisty charakter.

2. Overnumbered – ze względu na wyjątkową formę, numerację i artworki.

3. Alt Art – szczególnie te, które wyróżniają się stylem lub mają dodatkowe znaczenie, jak Crystal Rose.

4. Pierwsze wydania i karty z początkowych setów – ze względu na historyczne znaczenie.

5. Promosy – szczególnie te związane z wydarzeniami i ważnymi momentami w historii gry.

6. Ultimate – zdecydowanie interesujące, ale traktowałbym je jako wyższy poziom kolekcjonowania, a nie obowiązkowy początek.

Ta kolejność oczywiście nie jest żadną oficjalną hierarchią wartości. To po prostu sposób, w jaki sam patrzyłbym na kolekcję.

Moja perspektywa Riftbounda

Właśnie to podoba mi się najbardziej w kolekcjonowaniu Riftbound – nie ma jeszcze jednej ustalonej odpowiedzi na pytanie, co „trzeba” zbierać. Gra jest młoda. Rynek dopiero się rozwija. Kolejne dodatki cały czas dodają nowe warianty kart. A Riot ma praktycznie niewyczerpane źródło postaci i artworków, które może wykorzystać w przyszłości.

Dlatego zamiast patrzeć wyłącznie na aktualne ceny, patrzyłbym na to, co ma potencjał stać się częścią historii Riftbound.

Pierwszy set.

Pierwsze Overnumbered.

Pierwsze Ultimate.

Pierwsze duże turnieje.

Pierwsze charakterystyczne promosy.

Pierwsze Alt Art.

To właśnie te rzeczy mogą za kilka lat być najbardziej interesujące z perspektywy historii gry. Oczywiście nie oznacza to, że wszystkie automatycznie zyskają na wartości. Nie próbowałbym przewidywać rynku z dużą pewnością, bo w TCG jest zbyt wiele zmiennych. Ale jako kolekcjoner zdecydowanie wolałbym mieć binder, który opowiada jakąś historię, niż przypadkowy zestaw kart kupionych wyłącznie dlatego, że były drogie.

Riftbound daje kolekcjonerom naprawdę szerokie możliwości. Można zbierać bohaterów, Overnumbered, Alt Art, Ultimate, promosy, pierwsze wydania albo karty związane z historią turniejową. Nie istnieje jedna prawidłowa droga. I właśnie dlatego nie powiedziałbym, że „najbardziej opłaca się kolekcjonować” konkretną kartę. Znacznie ważniejsze jest pytanie: co chcemy mieć za kilka lat w swoim binderze? Jeżeli odpowiedzią jest Ahri – zbierajmy Ahri. Jeżeli interesują nas Overnumbered – skupmy się na nich. Jeżeli najbardziej podobają nam się alternatywne artworki – budujmy kolekcję wokół Alt Art. A jeżeli chcemy mieć kawałek historii Riftbound, warto obserwować pierwsze sety, promosy i karty związane z najważniejszymi wydarzeniami.

Bo właśnie na tym polega najlepsza część kolekcjonowania TCG. Nie na posiadaniu najdroższej karty. Na stworzeniu kolekcji, którą za kilka lat nadal będziemy chcieli otworzyć i oglądać. A Riftbound daje już teraz wystarczająco dużo różnych kart, żeby każdy kolekcjoner mógł znaleźć własny kierunek.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NEWSY