Riftbound: Origins – kompletny przewodnik po pierwszym secie 

Każda karcianka ma swój początek. W przypadku Riftbound tym początkiem jest Origins – pierwszy główny set gry, który położył fundamenty pod cały system, jaki znamy dzisiaj. To właśnie tutaj gracze po raz pierwszy otrzymali możliwość budowania talii wokół bohaterów League of Legends, poznali charakterystyczne zasady Riftbound i zaczęli odkrywać, jak wygląda rywalizacja w nowej grze Riot Games.

Z dzisiejszej perspektywy Origins jest czymś więcej niż po prostu kolejnym dodatkiem. To pierwszy rozdział historii Riftbound. Dla gracza oznacza to zestaw kart, który zbudował podstawy pierwszych talii. Dla kolekcjonera – pierwszy duży zbiór kart, pierwsze specjalne warianty, pierwsze Overnumbered i pierwsze karty, które z czasem mogą stać się symbolem początków gry. Jeżeli ktoś dopiero zaczyna przygodę z Riftbound, znajomość Origins jest więc bardzo przydatna. Nawet jeśli obecnie gramy kartami z nowszych dodatków, wiele elementów pierwszego setu nadal jest ważnych dla zrozumienia tego, jak rozwijała się cała gra.

Origins to początek Riftbound

Origins było pierwszym zestawem Riftbound, wcześniej funkcjonującego pod nazwą Project K. Oficjalna premiera gry rozpoczęła się w 2025 roku, a set stał się fundamentem pierwszego środowiska kart. To właśnie Origins określiło podstawową tożsamość Riftbound. Zamiast klasycznego modelu znanego z wielu innych TCG otrzymaliśmy grę, w której niezwykle ważne są Legend, Champion, Units, Gear, Spells oraz Battlefield.

Jednocześnie Riot wykorzystał ogromną popularność League of Legends, dzięki czemu już od pierwszego dnia gracze mogli budować talie wokół dobrze znanych postaci. To był bardzo mocny punkt startowy. Osoba, która znała League of Legends, mogła wejść w Riftbound przez znajome postacie. Osoba, która wcześniej grała w TCG, mogła zainteresować się nowym systemem rozgrywki.

Origins musiało więc wykonać trudne zadanie – zainteresować jednocześnie fanów League of Legends i doświadczonych graczy karcianych.

Co znajdziemy w Origins?

Origins zostało zaprojektowane jako pełnoprawny pierwszy set, a nie niewielki dodatek mający jedynie uzupełniać istniejące środowisko. W podstawowej numeracji znajduje się 298 kart, a poza nią występują specjalne karty kolekcjonerskie, w tym Overnumbered. To właśnie dlatego osoby kompletujące set nie mogą ograniczyć się wyłącznie do numerów podstawowych. Wśród kart Origins znajdziemy bohaterów reprezentujących różne style gry oraz karty pozwalające budować pierwsze archetypy Riftbound.

I właśnie tutaj zaczyna się jedna z najciekawszych rzeczy związanych z pierwszym setem. Origins nie zostało stworzone z myślą o jednej konkretnej talii. Riot musiał zbudować fundament całego systemu. Dlatego znajdziemy tutaj karty, które odpowiadają za tempo, kontrolę, rozwój planszy, walkę o Battlefields oraz różne sposoby generowania przewagi.

Legendy są sercem talii

Jednym z najważniejszych elementów Riftbound są Legend. To właśnie wokół nich budujemy nasze talie, a wybór konkretnej Legendy bardzo mocno wpływa na sposób prowadzenia partii. W Origins pojawiło się wiele postaci, które bardzo szybko stały się rozpoznawalnymi elementami pierwszego metagame.

Wśród nich znajdziemy między innymi Jinx, Loose Cannon, Viktora, Machine Herald, Ahri, Nine-Tailed Fox, Garen, Might of Demacia, Yasuo, Unforgiven, Lee Sin, Dragon’s Rage, Darius, the Hand of Noxus czy Lux, Illuminated.

Każda z tych postaci reprezentuje nieco inne podejście do budowania talii. I właśnie dlatego Origins jest tak dobrym zestawem do poznania podstaw Riftbound. Nie tylko dostajemy karty. Dostajemy pierwszy zestaw narzędzi do eksperymentowania.

Jinx – jedna z najbardziej charakterystycznych kart Origins

Jinx jest jednym z bohaterów, który od początku przyciągał uwagę zarówno graczy, jak i kolekcjonerów. Nie jest to przypadek. Jinx jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci League of Legends, a jej obecność w pierwszym secie ma dodatkowe znaczenie dla fanów uniwersum. Z perspektywy gracza Jinx reprezentuje agresywniejszy sposób prowadzenia partii. 

Z perspektywy kolekcjonera jest natomiast jedną z tych postaci, których różne wersje naturalnie mogą stać się częścią większej kolekcji. I właśnie dlatego pierwsze wersje popularnych bohaterów z Origins są szczególnie interesujące. Nie wiemy przecież, jak będzie wyglądała ich kolekcjonerska historia za kilka lat.

Viktor i narodziny jednej z ciekawszych kolekcji

Podobnie można spojrzeć na Viktora. Viktor, Machine Herald jest jednym z bohaterów, który otrzymał wyjątkowo interesujące wersje kolekcjonerskie. Jego podstawowa karta to jedno, ale kolekcjoner może z czasem zainteresować się również specjalnymi wariantami artworku. W przypadku popularnych postaci właśnie takie karty mają dodatkową przewagę.

Jeżeli bohater pozostaje ważny dla społeczności przez kolejne lata, zainteresowanie jego kartami może być bardziej stabilne niż w przypadku postaci, które szybko znikają z zainteresowania graczy. Nie oznacza to oczywiście, że każda karta Viktora będzie automatycznie droga. To rynek zdecyduje o cenach. Ale jako element kolekcji pierwszego setu jest zdecydowanie interesujący.

Origins stworzyło pierwsze archetypy

Najważniejszą rolą pierwszego setu nie było jednak stworzenie drogich kart. Było nią zbudowanie fundamentów rozgrywki. Origins dało graczom pierwsze możliwości tworzenia archetypów opartych na różnych stylach gry. Jedni gracze chcieli szybko zdobywać przewagę na planszy. Inni preferowali kontrolowanie sytuacji i stopniowe budowanie przewagi. Jeszcze inni skupiali się na konkretnych interakcjach między kartami.

To właśnie dzięki Origins społeczność zaczęła odkrywać, które mechaniki działają najlepiej. A późniejsze dodatki mogły już rozwijać te pomysły. To ważne, ponieważ kiedy patrzymy dzisiaj na Spiritforged, Unleashed czy Vendetta, widzimy gry rozwijające się na fundamentach stworzonych właśnie w Origins.

Karty, które warto pamiętać

Nie każda karta Origins jest dzisiaj równie istotna. Ale są karty, które stały się charakterystyczne dla pierwszego środowiska Riftbound. Wśród nich znajdują się zarówno Legendy, jak i Champion Units, Gear czy Spells. Niektóre z nich były ważne ze względu na swoją siłę. Inne dlatego, że otwierały określone archetypy.

Jeszcze inne zapadły graczom w pamięć dzięki bardzo charakterystycznym interakcjom. I właśnie dlatego warto patrzeć na Origins nie tylko przez aktualny stan metagame. Karta może przestać być turniejowym staple’em, ale nadal pozostać ważnym elementem historii gry.

Overnumbered z Origins

Dla kolekcjonerów właśnie tutaj zaczyna się najciekawsza część. Origins posiada swoje Overnumbered, czyli specjalne wersje wybranych kart umieszczone poza standardową numeracją. Ich wyjątkowość wynika nie tylko z numeru. Otrzymujemy również alternatywny artwork i charakterystyczne kolekcjonerskie wykończenie. W przypadku pierwszego setu ma to jeszcze większe znaczenie. To przecież pierwsze Overnumbered w historii Riftbound. I ten fakt może być ważniejszy niż sama aktualna cena. Pierwsze specjalne wersje kart zawsze mają pewien historyczny kontekst.

Za kilka lat kolekcjoner nie będzie posiadał po prostu Overnumbered. Będzie posiadał kartę pochodzącą z pierwszego setu Riftbound. To zasadnicza różnica.

Ahri, Viktor, Sett i inne popularne postacie

Nie wszystkie Overnumbered Origins cieszą się takim samym zainteresowaniem. To naturalne. Kolekcjonerzy bardzo często zwracają uwagę na popularność postaci oraz jakość artworku. W przypadku Origins szczególnie interesujące są warianty takich bohaterów jak Ahri, Viktor czy Sett. Ahri jest tutaj bardzo dobrym przykładem wpływu popularności postaci na rynek.

Jeżeli dana postać ma ogromną bazę fanów, jej specjalne warianty mogą przyciągać zarówno graczy Riftbound, jak i kolekcjonerów League of Legends. To zwiększa potencjalny popyt. Ale nadal nie oznacza gwarantowanego wzrostu cen. W kolekcjonowaniu TCG nie ma nic pewnego.

Origins z perspektywy kolekcjonera

Jeżeli miałbym doradzić kolekcjonerowi, jak podejść do Origins, nie zaczynałbym od próby zdobycia wszystkich 298 kart. Pełny set jest oczywiście ciekawym projektem, ale wymaga czasu i odpowiedniego budżetu. Znacznie ciekawszym rozwiązaniem może być stworzenie własnej selekcji.

Możemy zbierać wszystkie Legendy.

Możemy zebrać wszystkie Overnumbered.

Możemy skupić się na jednej domenie.

Możemy stworzyć kolekcję jednego bohatera.

Albo możemy po prostu wybrać 20–30 kart, które najbardziej kojarzą nam się z początkiem Riftbound. Nie ma tutaj jednej prawidłowej odpowiedzi. I właśnie to jest fajne.

Czy Origins warto kupować dzisiaj?

To zależy od celu. Jeżeli chcemy grać konkurencyjnie, nie kupowałbym dużej liczby produktów Origins tylko dlatego, że jest to pierwszy set. Nowsze dodatki mogą oferować bardziej aktualne narzędzia do budowania talii. Jeżeli natomiast jesteśmy kolekcjonerem, sytuacja wygląda inaczej. Pierwszy set zawsze ma argument historyczny.

Jeżeli chcemy mieć reprezentatywną kolekcję początków Riftbound, Origins jest praktycznie obowiązkowym elementem. Nie musi to jednak oznaczać kupowania całych pudełek. W przypadku kolekcjonowania konkretnych kart często znacznie bardziej racjonalny będzie zakup singli.

Riftbound – co wybrać, booster czy pojedyncza karta?

To klasyczny dylemat każdego kolekcjonera. Otwieranie boostera daje emocje. Nie wiemy, co znajdziemy. Możemy trafić kartę, której nawet nie planowaliśmy kupować. Możemy również trafić coś wyjątkowego. Ale jeżeli zależy nam na konkretnej karcie z Origins, booster nie daje żadnej gwarancji. Dlatego osobiście rozdzieliłbym te dwie rzeczy. Boostery kupujemy dla zabawy. Single kupujemy dla kolekcji. Dzięki temu budżet jest znacznie łatwiejszy do kontrolowania.

Origins jako dokument początków Riftbound

To chyba najważniejszy aspekt tego setu. Origins pokazuje Riftbound takim, jakim było na początku. Bez dziesiątek dodatków. Bez wieloletniego metagame. Bez ogromnej historii turniejowej. Gracze dopiero odkrywali, które strategie działają. Dopiero powstawały pierwsze archetypy. Dopiero tworzono pierwsze talie, które później mogły być rozwijane przez kolejne sety.

Z tego powodu Origins warto zachować nawet wtedy, gdy niektóre karty przestają być istotne z punktu widzenia aktualnej gry. To część historii.

Moja perspektywa 

Z perspektywy TCG24.pl Origins jest jednym z tych setów, które warto mieć na radarze nawet wtedy, gdy ktoś nie planuje zostać kolekcjonerem pełnych produktów. Najbardziej interesuje mnie tutaj właśnie historyczny aspekt. To pierwszy rozdział Riftbound.

Pierwsze Legendy.

Pierwsze Overnumbered.

Pierwsze specjalne artworki.

Pierwsze karty, które gracze zaczęli kojarzyć z konkretnymi archetypami.

W przyszłości mogą pojawić się dziesiątki kolejnych dodatków. Możliwe, że obecne talie zostaną całkowicie zapomniane, a niektóre dzisiejsze karty będą wyglądały z perspektywy czasu bardzo przeciętnie. Ale jedna rzecz się nie zmieni. Origins zawsze będzie pierwszym setem Riftbound. I właśnie dlatego uważam, że warto mieć przynajmniej kilka kart z tego dodatku.

Nie muszą być najdroższe.

Nie muszą być Ultimate.

Nie muszą być nawet Overnumbered.

Wystarczy kilka kart, które reprezentują początek gry. Jeżeli natomiast mamy większy budżet, zdecydowanie zainteresowałbym się pierwszymi Overnumbered oraz specjalnymi wersjami najbardziej popularnych bohaterów. To właśnie takie karty mają największy potencjał, żeby z czasem stać się wizytówką pierwszej generacji Riftbound. Tego oczywiście nie da się przewidzieć.

Nie wiemy, jak duża będzie Riftbound za pięć czy dziesięć lat.

Nie wiemy, ile kolejnych setów powstanie.

Nie wiemy, które postacie pozostaną najbardziej popularne.

Nie wiemy również, jak będzie wyglądał rynek kart.

Ale właśnie dlatego Origins jest interesujące. Jeżeli Riftbound odniesie długoterminowy sukces, pierwszy set będzie jego początkiem. A jeżeli gra stanie się jednym z większych TCG, kolekcjonerzy mogą za kilka lat patrzeć na Origins zupełnie inaczej niż dzisiaj. Nie oznacza to, że każda karta będzie kosztować fortunę. Wręcz przeciwnie. Większość kart prawdopodobnie pozostanie po prostu kartami. Ale kilka najbardziej charakterystycznych egzemplarzy może zyskać dodatkową wartość dzięki swojej historii. Origins to set, którego znaczenie wykracza poza samą zawartość kart. To fundament Riftbound.

Pierwszy zestaw, który pokazał, jak Riot chce połączyć świat League of Legends z karcianką kolekcjonerską. Dla gracza Origins jest ważnym elementem historii rozwoju metagame. Dla kolekcjonera jest natomiast pierwszym rozdziałem kolekcjonerskiej historii Riftbound. Nie próbowałbym jednak kupować wszystkiego tylko dlatego, że to pierwszy set. Znacznie ciekawszą opcją jest wybranie własnego kierunku – pierwsze Legendy, ulubieni bohaterowie, Overnumbered, charakterystyczne artworki albo po prostu kilka kart, które najbardziej kojarzą nam się z początkiem gry.

Sam zdecydowanie chciałbym mieć w kolekcji kilka mocnych reprezentantów Origins. Nie dlatego, że każda z tych kart będzie kiedyś droga. Dlatego, że kiedy Riftbound będzie miało już kilkanaście albo kilkadziesiąt dodatków, dobrze będzie móc otworzyć binder i zobaczyć, od czego wszystko się zaczęło. Origins nie musi być najdroższym setem Riftbound. Nie musi być też najlepszym setem pod względem aktualnej rozgrywki. Ale jednej rzeczy nie można mu odebrać: to właśnie tutaj zaczęła się historia Riftbound.

A Wy jak podchodzicie do Origins? Macie w swojej kolekcji karty z pierwszego setu, czy skupiliście się już wyłącznie na nowszych dodatkach?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NEWSY