Są takie momenty w historii TCG, kiedy kolejny dodatek jest po prostu kolejnym dodatkiem. Dostajemy nowe karty, kilka nowych mechanik, nowe talie i po kilku tygodniach wszystko zaczyna wyglądać znajomo. Unleashed nie jest takim setem.
Trzeci główny dodatek Riftbound pojawił się w momencie, w którym gra nie była już świeżym eksperymentem. Origins zbudowało fundamenty, Spiritforged rozszerzyło możliwości, a społeczność zdążyła już dobrze zrozumieć, gdzie znajduje się największa siła poszczególnych strategii. Unleashed weszło więc do gry w zdecydowanie trudniejszym momencie. I zamiast spokojnie dokładać kolejne elementy do istniejącej układanki, Riot postanowił trochę tę układankę przemeblować. Najlepiej widać to po jednym słowie: XP.
To właśnie doświadczenie stało się jednym z najważniejszych elementów Unleashed i jednocześnie symbolem tego, jak bardzo Riftbound zaczęło eksperymentować z własnym systemem. XP jest osobnym zasobem, który można zdobywać dzięki kartom i mechanice Hunt, a następnie wykorzystywać do uruchamiania efektów lub wzmacniania kart poprzez system Level. I już samo to pokazuje, że Unleashed nie chciało być tylko kolejnym zestawem kart.
Najpierw trzeba zrozumieć XP w tym secie
XP jest prawdopodobnie najważniejszą rzeczą, którą trzeba zapamiętać z Unleashed. W klasycznym TCG przyzwyczajamy się do określonych zasobów. W Riftbound mamy Energy, Power i inne elementy zarządzania grą. Unleashed dokłada do tego jeszcze jeden poziom. Gracz może zdobywać XP, a część kart wykorzystuje jego liczbę do aktywowania dodatkowych możliwości.
Jednym ze sposobów zdobywania doświadczenia jest Hunt. Jednostka posiadająca tę zdolność może zapewnić kontrolerowi XP, kiedy podbija lub utrzymuje Battlefield. Im wyższa wartość Hunt, tym więcej doświadczenia można zdobyć. Na papierze brzmi to banalnie. W praktyce zmienia sposób myślenia o niektórych decyzjach. Nagle jednostka nie musi być cenna wyłącznie dlatego, że ma wysoki Might albo świetny efekt. Może być ważna dlatego, że pozwala szybciej dojść do określonego poziomu XP. A kiedy karta zaczyna działać dopiero po osiągnięciu konkretnej wartości, cały plan gry zaczyna wyglądać inaczej.
To właśnie lubię w Unleashed najbardziej. Riot nie powiedział: „oto kolejna mechanika”. Riot stworzył kolejny cel, o który możemy walczyć podczas partii.
Riftbound zaczyna nagradzać planowanie kilka tur do przodu
W Origins wiele decyzji można było oceniać bardzo bezpośrednio.
Czy warto zagrać tę jednostkę?
Czy opłaca się walczyć?
Czy lepiej zaatakować Battlefield, czy przygotować się do kolejnego ruchu?
Unleashed dodaje kolejną warstwę. Jeżeli wiem, że za chwilę osiągnę określony poziom XP, mogę podjąć decyzję, która w danym momencie wygląda przeciętnie, ale za dwie tury zacznie przynosić ogromną wartość. To bardzo charakterystyczne dla dobrego projektowania TCG. Najciekawsze mechaniki nie polegają na tym, że karta ma dużo tekstu.
Polega na tym, że zmuszają gracza do zadania sobie dodatkowego pytania. W przypadku XP brzmi ono:
„Czy teraz chcę wygrać ten mały pojedynek, czy przygotować się do większej nagrody później?”
I takich decyzji Unleashed dostarcza znacznie więcej.
Jungle jako motyw przewodni
Riot określił główną ideę Unleashed hasłem „Power strikes from the shadows”. Cały set został mocno związany z tematyką dżungli, polowania, ukrywania się i nagłego pojawiania się z odpowiedniego miejsca. To bardzo dobrze pasuje do samego charakteru dodatku. Unleashed nie jest setem, który mówi wyłącznie o budowaniu ogromnej planszy. Jest bardziej podstępny.
Pojawia się więcej kart, które zachęcają do reagowania na działania przeciwnika, przygotowywania zagrywek i wykorzystywania momentu, kiedy druga strona odsłoni swoje zamiary. Właśnie dlatego podczas grania Unleashed można mieć wrażenie, że Riftbound zrobiło się trochę bardziej „techniczne”. Nie zawsze wygrywa gracz, który pierwszy zobaczy dobrą linię. Czasami wygrywa ten, który potrafi poczekać.
Master Yi pokazuje, jak Riot myśli o Unleashed
Jedną z postaci, które bardzo dobrze reprezentują trzeci set, jest Master Yi, Wuju Bladesman. To ciekawy przypadek również dlatego, że Yi bardzo szybko stał się postacią, która przyciąga uwagę graczy zarówno ze względu na swoją siłę, jak i możliwość budowania wokół niego charakterystycznej strategii.
I właśnie tutaj widać różnicę między Origins a Unleashed. W pierwszym secie większość graczy dopiero odkrywała, jak działają podstawowe elementy Riftbound. W Unleashed można już projektować Legendy, które zakładają, że gracz zna podstawowe zasady gry i potrafi wykorzystać bardziej skomplikowane interakcje. To naturalny etap rozwoju TCG. Karty mogą zacząć zakładać większą wiedzę po stronie gracza.
Jhin i gra wokół konkretnego planu
Drugim interesującym przykładem jest Jhin. W materiałach przygotowanych przez Riot Jhin został przedstawiony jako postać mocno związana z zagrywaniem czarów za określony koszt Energy. Jego plan gry nagradza osiąganie kolejnych etapów tego schematu, a zestaw przygotowany na potrzeby Pre-Rift dostarczał kart wspierających właśnie taki sposób grania. To bardzo dobry przykład tego, jak Unleashed zaczyna projektować całe talie wokół jednej idei. Nie chodzi już tylko o znalezienie kilku mocnych kart.
Chodzi o stworzenie silnika. Jeżeli deck działa, kolejne elementy zaczynają się wzajemnie napędzać. A jeżeli nie działa? Wtedy szybko okazuje się, że pojedyncze mocne karty nie wystarczą. To jedna z rzeczy, które najbardziej doceniam w tym secie. Unleashed zachęca do budowania talii z konkretnym pomysłem.
Vi i Vex – dwa zupełnie różne podejścia
Riot wypuścił wraz z Unleashed dwa Champion Decki – Vi oraz Vex. Oficjalne listy pokazują bardzo różne kierunki konstrukcji obu talii. Vi otrzymała między innymi karty takie jak Vault Breaker, Inferna, Hextech Gauntlets czy Mageseeker, natomiast Vex została zbudowana wokół zupełnie innego zestawu kart i synergii.
To istotne z punktu widzenia nowych graczy. Dobrze zaprojektowany Champion Deck nie powinien być tylko pudełkiem z przypadkowymi kartami. Powinien pokazywać, jak myśleć o danej Legendzie. Jeżeli po kilku partiach zaczynam rozumieć, dlaczego konkretne karty znajdują się w talii i co mogę zmienić, produkt spełnia swoją funkcję. I tutaj Unleashed wypada naprawdę dobrze.
Największa zmiana nie jest jednak kartą
Moim zdaniem najważniejszym wydarzeniem związanym z Unleashed jest coś, czego nie widać na pierwszy rzut oka w binderze. Chodzi o rozbudowę samych zasad gry. Riot wraz z premierą Unleashed musiał wprowadzić dużą aktualizację Core Rules. Dodano między innymi system XP, Hunt, Level oraz nowe zasady dotyczące Replace. Jednocześnie poprawiono wiele wcześniejszych niejasności i interakcji.
To pokazuje, że Riftbound zaczyna osiągać etap, w którym liczba istniejących mechanik robi się na tyle duża, że sama gra musi rozwijać swoje „zaplecze”. I tutaj pojawia się pierwszy poważny znak zapytania. Czy Riftbound nie rozwija się zbyt szybko?
Trzeci set i problem rosnącej złożoności
Każde TCG ma ten sam problem.
Im więcej kart powstaje, tym więcej możliwych interakcji.
Im więcej interakcji, tym więcej wyjątków.
Im więcej wyjątków, tym trudniej nauczyć gry nowego gracza.
Riot jest tego świadomy. W oficjalnych materiałach dotyczących stanu gry firma podkreślała, że wraz z rozwojem Riftbound chce ograniczać niepotrzebną złożoność i ponownie wykorzystywać mechaniki tam, gdzie ma to sens. Unleashed pokazuje jednak, jak trudne będzie to zadanie. Nowy system XP jest interesujący. Jest też dodatkową rzeczą do zapamiętania. I to jest dokładnie ten balans, który Riot będzie musiał utrzymać w kolejnych setach.
Problemy z zasadami
W przypadku Unleashed nie można też przemilczeć zamieszania wokół aktualizacji zasad. Riot sam przyznał, że zmiany w Core Rules wywołały sporo konsternacji wśród części graczy i sędziów. Firma określiła aktualizację jako pierwszy etap przejściowego okresu związanego z rozwojem systemu zasad i templatingu. To nie jest drobny szczegół. Dla casualowego gracza może być irytujące. Dla środowiska turniejowego może być znacznie poważniejsze.
Jeżeli dwóch doświadczonych graczy inaczej rozumie interakcję dwóch kart, problem przestaje być kwestią nauki. Staje się problemem organizacyjnym. Na szczęście Riot nie udawał, że wszystko przebiegło idealnie. Pojawiły się później dodatkowe wyjaśnienia i FAQ, które miały uporządkować najbardziej problematyczne kwestie. I właśnie taka reakcja jest tutaj najważniejsza. Błędy mogą się zdarzyć. Istotne jest, czy producent potrafi je naprawić.
Unleashed jako set dla gracza
Jeżeli patrzymy wyłącznie na rozgrywkę, Unleashed jest bardzo ciekawym rozszerzeniem. Daje więcej możliwości. Wprowadza nowe typy decyzji. Pozwala budować talie wokół konkretnych mechanik. Daje nowe Legendy.
I co najważniejsze – nie ogranicza się do zwiększenia statystyk kart z poprzednich setów. To byłoby najgorsze rozwiązanie. Power creep bardzo szybko zabija sens starszych dodatków. Tymczasem Unleashed próbuje wygrywać pomysłem, a nie tylko liczbami.
Kolekcjonerzy dostali własną wisienkę na torcie
Jeżeli dla gracza najważniejszym elementem Unleashed jest XP, to dla kolekcjonera jest nim bez wątpienia Ultimate Rare. Riot wprowadził w Unleashed nowy poziom rzadkości. Pierwszym Ultimate w historii Riftbound został Baron Nashor. Karta jest jednocześnie Overnumbered i została zaprojektowana jako wyjątkowo trudny do zdobycia chase card. I tutaj Riot zrobił coś bardzo sprytnego. Ultimate nie jest po prostu „kolejną złotą kartą”. Dostał własną rangę. To pozwala budować hierarchię kolekcjonerską.
Mamy zwykłe karty.
Mamy specjalne warianty.
Mamy Overnumbered.
A teraz mamy jeszcze Ultimate. Dla kolekcjonera to bardzo mocny argument.
Baron Nashor może stać się symbolem Unleashed
Niezależnie od tego, jak będzie wyglądał rynek za kilka lat, Baron Nashor ma jedną ogromną przewagę. Jest pierwszym Ultimate w historii Riftbound. To argument historyczny, którego nie da się powtórzyć. Każdy kolejny set może mieć własne Ultimate. Ale tylko jedna karta może być pierwszą. Dlatego właśnie przy kolekcjonowaniu Unleashed nie patrzyłbym wyłącznie na aktualną cenę. Patrzyłbym również na historię.
W TCG to często ona decyduje o tym, które karty zostają w pamięci.
Czy warto otwierać Unleashed?
Tutaj odpowiedź jest trudniejsza. Jeżeli ktoś kupuje boostery wyłącznie po to, żeby zdobyć konkretną kartę, nadal uważam, że single są rozsądniejszym rozwiązaniem. Jeżeli natomiast lubimy samo otwieranie produktów, Unleashed ma coś, czego wcześniej nie było. Ultimate.
To oczywiście nie oznacza, że każda paczka daje realną szansę na trafienie najrzadszej karty. Wręcz przeciwnie. Ultimate ma być ekstremalnie trudne do znalezienia. Dlatego nie traktowałbym boosterów jako inwestycji. Traktowałbym je jako rozrywkę. A jeżeli trafimy coś wyjątkowego? Tym lepiej.
Unleashed ma też ciekawy aspekt Limited
Jedną z rzeczy, które podobają mi się w Unleashed, jest sposób, w jaki set funkcjonuje w formatach Limited. Podczas Pre-Rift gracze otrzymywali pięć boosterów Unleashed oraz specjalny pakiet związany z jednym z nowych Championów – Jhinem, Vi, Master Yi, Ivernem, Dianą lub Kha’Zixem. To bardzo dobry sposób na poznawanie dodatku. Nie czytasz setu w Excelu. Nie oglądasz tylko tier list.
Otwierasz karty i próbujesz zbudować talię z tego, co dostałeś. Dzięki temu mechaniki zaczynają być zrozumiałe w praktyce. I moim zdaniem właśnie w takich momentach Unleashed pokazuje swoją najlepszą stronę.
Ivern, Diana, Kha’Zix – więcej miejsca na eksperymenty
Nie chciałbym sprowadzać Unleashed wyłącznie do najbardziej rozpoznawalnych postaci. Jedną z zalet trzeciego setu jest właśnie to, że Riot daje graczom więcej możliwości wyboru. Ivern, Diana czy Kha’Zix nie są tylko kolejnymi nazwami na kartach. Każdy nowy Champion może stać się początkiem zupełnie innego projektu decku.
To szczególnie ważne w momencie, gdy społeczność zaczyna coraz szybciej rozwiązywać metę. Jeżeli istnieje tylko kilka oczywistych Legend, gra szybko staje się przewidywalna. Jeżeli natomiast nowe dodatki regularnie otwierają nowe kierunki, środowisko może żyć znacznie dłużej.
Czy Unleashed zmieniło Riftbound?
Tak. Ale nie dlatego, że jedna konkretna karta zniszczyła poprzednią metę. Największa zmiana jest bardziej fundamentalna. Riftbound zaczęło być bardziej systemowe.
XP daje nowy zasób.
Hunt daje powód do walki o określone cele.
Level pozwala planować przyszłą wartość.
Nowe Legendy wymagają konkretnych konstrukcji.
Ultimate rozwija kolekcjonerską stronę gry.
A aktualizacja zasad pokazuje, że system zaczyna być na tyle rozbudowany, że potrzebuje coraz bardziej precyzyjnych fundamentów. To już nie jest eksperyment. To rozwijające się TCG.
Moja ocena Unleashed
Gdybym miał ocenić Unleashed wyłącznie jako kolejny zestaw kart, powiedziałbym, że jest bardzo dobry. Ale moim zdaniem ciekawiej patrzeć na niego jako na punkt przejścia. Origins było narodzinami. Spiritforged było rozwojem. Unleashed jest momentem, w którym Riftbound zaczyna sprawdzać, jak daleko może przesunąć granice własnego systemu. I nie wszystko wyszło perfekcyjnie. Mechanika zasad stała się bardziej skomplikowana.
Pojawiły się problemy z interpretacją nowych elementów. Riot musiał publikować dodatkowe wyjaśnienia. To są realne minusy i nie ma sensu ich ignorować. Ale jednocześnie trudno nie docenić odwagi projektantów. XP jest interesujące. Hunt ma sens. Level tworzy dodatkowy cel. Nowe Legendy pozwalają budować odmienne talie. A Ultimate dodaje Riftbound zupełnie nowy poziom kolekcjonerskiego polowania.
Unleashed nie jest najłatwiejszym setem Riftbound, ale właśnie dlatego jest jednym z najbardziej interesujących.
Jeżeli ktoś oczekuje prostego dodatku, który tylko dostarczy kolejnych kart do istniejących decków, może poczuć się trochę przytłoczony. Jeżeli jednak ktoś lubi TCG, w którym nowe dodatki zmuszają gracza do ponownego przemyślenia sposobu budowania talii, Unleashed ma naprawdę dużo do zaoferowania. Największym sukcesem jest dla mnie XP. Nie dlatego, że sama mechanika jest spektakularna, ale dlatego, że tworzy nowe decyzje. Największym minusem pozostaje natomiast rosnąca złożoność całego systemu i zamieszanie wokół zasad.
Z perspektywy graczapowiedziałbym więc tak:
Unleashed nie jest setem, który po prostu rozwija Riftbound. On pokazuje, w jaką stronę ta gra chce iść. I to właśnie czyni go tak ważnym. Nie wiemy jeszcze, które karty z Unleashed będą za kilka lat uznawane za kultowe. Nie wiemy, czy Baron Nashor pozostanie jednym z najbardziej pożądanych kolekcjonerskich hitów. Nie wiemy nawet, jak mocno XP wpłynie na kolejne lata rozwoju gry. Ale jedno jest już jasne. Po Unleashed Riftbound nie jest już tą samą grą, którą poznaliśmy przy premierze Origins. I moim zdaniem właśnie o to powinno chodzić w dobrym trzecim secie.
A Wy jak odbieracie Unleashed? Bardziej podoba Wam się kierunek z XP i Hunt, czy wolicie prostsze podejście znane z Origins i Spiritforged?

Karty TCG to dla mnie nie tylko hobby, ale codzienna dawka adrenaliny i niekończąca się przygoda pełna strategii, niespodzianek i spotkań z pasjonatami. Na TCG24.pl dzielę się swoją wiedzą, doświadczeniem i miłością do tego uniwersum, żeby każdy mógł czerpać z niego tyle samo radości co ja.


