Pierwszy set Riftbound miał łatwe zadanie do wykonania – musiał przede wszystkim udowodnić, że pomysł Riot Games na karciankę osadzoną w świecie League of Legends ma sens. Origins było początkiem, eksperymentem i jednocześnie fundamentem całej gry. Kiedy pojawił się Spiritforged, sytuacja wyglądała już zupełnie inaczej. Gracze wiedzieli, czego oczekiwać od Riftbound, pierwsze talie zdążyły się uformować, społeczność zaczęła rozumieć metę, a Riot dostał coś niezwykle ważnego: informacje zwrotne od prawdziwych graczy.
Drugi set nie musiał więc wymyślać Riftbound od nowa. Musiał odpowiedzieć na pytanie, czy można rozwinąć Origins bez utraty tego, co w pierwszym secie działało najlepiej. Po kilku miesiącach obecności Spiritforged w grze można już spojrzeć na niego z większego dystansu. I moja odpowiedź jest dość konkretna: tak, Spiritforged spełnił oczekiwania, ale zrobił to w trochę inny sposób, niż wielu graczy zakładało przed premierą. Nie jest to po prostu „lepsze Origins”. To raczej zestaw, który pokazał, że Riftbound zaczyna szukać własnej tożsamości.
Drugi rozdział, a nie drugie Origins
Riot od początku podkreślał, że Spiritforged ma rozwijać pomysły obecne w pierwszym secie. Dodatek otrzymał 221 nowych kart, czyli mniej niż Origins, ale jednocześnie wprowadził 12 nowych Champion Legends oraz nowe sposoby wykorzystania domen. Wśród nowych postaci znalazły się między innymi Ezreal, Fiora, Irelia, Lucian i Rumble.
To ważne, ponieważ przy projektowaniu drugiego setu bardzo łatwo przesadzić. Jeżeli nowe karty są zbyt słabe, gracze zaczynają traktować dodatek jak zbędny produkt. Jeżeli natomiast są zdecydowanie mocniejsze od poprzednich, szybko pojawia się problem power creep, a starsze karty tracą znaczenie. Spiritforged próbuje znaleźć środek. I właśnie to jest jedna z jego największych zalet.
W praktyce nie dostaliśmy dodatku, który mówiłby: „zapomnijcie o Origins, teraz gramy wyłącznie Spiritforged”. Zamiast tego nowe karty zaczęły tworzyć dodatkowe możliwości dla istniejących strategii.
Największa siła Spiritforged? Nowe Legendy
Jeżeli miałbym wskazać jeden element, który najbardziej podoba mi się w Spiritforged, byłyby to Champion Legends. Riot wprowadził 12 nowych Legend, dzięki czemu gracze otrzymali kolejne podstawy do budowania talii. I tutaj szczególnie ciekawie zrobiło się wokół takich postaci jak Irelia, Fiora, Rumble, Lucian czy Ezreal. To nie są tylko nowe twarze wrzucone do zestawu.
Każda z tych postaci otwiera inne możliwości budowania decku. Irelia daje graczom zupełnie inny sposób patrzenia na ruch i presję na planszy. Fiora pozwala budować strategie wokół walki i kontroli. Rumble rozwija temat Mechów. Ezreal czy Lucian oferują kolejne możliwości wykorzystania konkretnych domen i synergii. Dzięki temu Spiritforged sprawia wrażenie dodatku, który chce, aby gracz eksperymentował. A dla TCG jest to bardzo dobra rzecz.
Irelia i Blade Dance
Nie sposób pisać o Spiritforged bez wspomnienia o Irelii. Irelia – Blade Dancer bardzo dobrze pokazuje, czym różni się projektowanie kart w drugim secie od początków Origins. Zamiast po prostu otrzymać kolejną Legendę, dostajemy mechanikę, wokół której można budować cały plan gry. Blade Dance wymusza inne podejście do zarządzania jednostkami, pozycji na Battlefieldach i sposobu zdobywania punktów.
To właśnie takie talie pokazują, że Riftbound zaczyna wykorzystywać własne mechaniki do tworzenia bardziej charakterystycznych archetypów. Irelia nie jest po prostu „kolejnym bohaterem”. Ma swój sposób grania. To bardzo ważne dla rozwoju TCG.
Rumble pokazuje drugą stronę Spiritforged
Drugim ciekawym przykładem jest Rumble. W tym przypadku Riot postawił na Mechy. Oficjalna talia preconstructed Rumble’a została zbudowana właśnie wokół tej synergii – kolejne Mechy wzmacniają pozostałe jednostki tego typu, tworząc coś w rodzaju rosnącego silnika. To bardzo dobry przykład projektowania archetypu. Nie chodzi tylko o to, żeby każda karta była dobra samodzielnie.
Największą satysfakcję daje sytuacja, w której kilka pozornie przeciętnych kart zaczyna działać razem. Rumble bardzo dobrze pokazuje tę filozofię.
Nowe mechaniki dają więcej przestrzeni
Spiritforged wprowadził również kilka mechanik, które rozszerzyły możliwości budowania talii. Jedną z nich jest Gold, nowy typ Gear Tokena, który daje dodatkową drogę do generowania przewagi. Pojawiły się także mechaniki związane z Equip i Repeat. Do tego dochodzą rozwiązania związane z wyposażaniem jednostek. Riot próbował więc rozszerzyć znaczenie Gear.
To szczególnie istotne, ponieważ Gear może być bardzo ciekawą częścią Riftbound. Nie jest tylko kolejnym rodzajem karty, który wrzucamy do talii. Przy odpowiedniej synergii może zmienić sposób, w jaki jednostka funkcjonuje na planszy. Spiritforged zaczął mocniej wykorzystywać ten potencjał.
Gear przestał być dodatkiem
W Origins Gear było już interesującym elementem gry, ale Spiritforged mocniej przesunął je w centrum niektórych strategii. Pojawiły się karty projektowane wokół wyposażania jednostek oraz nowe sposoby interakcji z tym typem kart. Jedną z nowych mechanik jest Quick-Draw, która pozwala zagrywać Equipment jako reakcję i dołączać go do kontrolowanej jednostki. Riot wprowadził także Weaponmaster, dzięki któremu niektóre jednostki mogą zostać wyposażone taniej.
I właśnie takie rozwiązania pokazują, że drugi set nie ograniczył się do zwiększenia liczby kart. Riot próbował rozwijać samo DNA gry.
Spiritforged zmienił sposób myślenia o kolekcjonowaniu
Tutaj pojawia się druga strona tego dodatku. Origins miało swoje Overnumbered, które bardzo szybko stały się jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów kolekcjonerskich Riftbound. Spiritforged nie tylko je zachował. Rozszerzył ich zastosowanie.
Riot początkowo zapowiadał 30 Overnumbered, w tym 12 wariantów Signature, a ostatecznie kolekcjonerska pula została rozszerzona do większej liczby wariantów. Co szczególnie istotne, Overnumbered nie ograniczają się już wyłącznie do Legend – pojawiają się również wśród Champion Units i Gear. To bardzo duża zmiana z perspektywy kolekcjonera.
W Origins można było stosunkowo łatwo powiedzieć: „szukam najładniejszych Overnumbered Legend”. W Spiritforged sprawa się komplikuje. Możemy dostać wyjątkową wersję Championa. Możemy trafić Gear. Możemy polować na Signature. Możemy kolekcjonować konkretną postać. Nagle możliwości robi się znacznie więcej.
I tutaj pojawia się problem
Większa liczba specjalnych kart nie dla każdego jest zaletą. Część kolekcjonerów bardzo lubi, gdy specjalne karty są naprawdę wyjątkowe i trudne do znalezienia. Jeżeli pula zostaje mocno rozszerzona, pojedynczy hit może stracić część swojej wyjątkowości. To jeden z tematów, który pojawiał się również w społeczności Riftbound. Gracze zwracali uwagę między innymi na to, że zwiększenie liczby Overnumbered może rozcieńczać pulę najbardziej pożądanych trafień. Z drugiej strony mamy więcej kart, które można kolekcjonować.
I tutaj wszystko zależy od tego, czego oczekujemy od TCG. Dla gracza – większa różnorodność. Dla kolekcjonera – większy wybór, ale również większy chaos.
Spiritforged ma świetne artworki
Jeżeli jest jedna rzecz, której Riot zdecydowanie nie zaniedbał, to oprawa wizualna. Specjalne wersje Spiritforged są naprawdę atrakcyjne. I nie chodzi tylko o samą jakość ilustracji. Problemem wielu współczesnych TCG jest sytuacja, w której kolejne rarity różnią się głównie stopniem połysku. Riftbound próbuje zrobić coś więcej.
Alternatywne artworki mają być powodem, dla którego chcemy posiadać konkretną kartę. To podejście szczególnie dobrze działa właśnie przy Overnumbered. Kiedy wyciągamy z boostera specjalną wersję Irelii, Rumble’a czy innej popularnej postaci, karta nie wygląda jak zwykły egzemplarz z dodatkową folią. Wygląda jak karta stworzona z myślą o binderze.
Czy Spiritforged jest lepszy od Origins?
Tutaj odpowiedź zależy od tego, dla kogo. Dla początkującego gracza Origins nadal ma ogromne znaczenie, bo jest fundamentem. Dla kolekcjonera Origins ma dodatkową wartość historyczną. Dla gracza szukającego nowych archetypów Spiritforged może być natomiast ciekawszy.
Drugi set daje więcej narzędzi do eksperymentowania i pozwala budować talie, które są znacznie bardziej wyspecjalizowane.
W społeczności pojawiały się opinie, że Spiritforged jest ogólnie mocniejszy i oferuje więcej synergii niż bardziej podstawowe strategie Origins. Jednocześnie gracze nadal wskazują na bardzo mocne karty z pierwszego setu, które pozostają istotne. I właśnie tego chciałbym od drugiego dodatku. Nie chcę, żeby Origins przestało istnieć. Chcę, żeby Spiritforged dało mi powód do ponownego spojrzenia na stare karty.
To nie jest dodatek tylko dla nowych graczy
Bardzo podoba mi się również sposób, w jaki Riot podszedł do produktów startowych. Wraz ze Spiritforged pojawiły się dwa nowe Champion Decki – Fiora i Rumble. Riot przedstawiał je jako produkty zarówno dla nowych graczy, jak i osób chcących eksperymentować z istniejącymi taliami. To ma znaczenie dla rozwoju społeczności. Nowy gracz nie musi od razu analizować setek kart i budować decku od zera.
Może wejść do gry przez gotową talię. Doświadczony gracz może natomiast potraktować precon jako punkt wyjścia do własnych modyfikacji. To zdrowy model.
Największe rozczarowanie? Dostępność
Jeżeli miałbym wskazać największy problem związany ze Spiritforged, nie byłaby to sama jakość kart. Byłaby to dostępność produktu. Riot sam przyznał, że pierwsza fala preorderów Spiritforged była problematyczna. Firma poinformowała, że mimo około 50% większej produkcji niż w przypadku Origins, popyt nadal przewyższył podaż.
Dla młodego TCG to poważny problem. Bo można stworzyć świetny set, ale jeżeli gracz nie może go normalnie kupić, doświadczenie całej społeczności zaczyna cierpieć. Origins również miało problemy z dostępnością, więc część graczy liczyła, że drugi set będzie pod tym względem znacznie łatwiejszy do zdobycia. Spiritforged pokazało, że Riot nadal musi bardzo mocno pracować nad łańcuchem dostaw.
Jednocześnie sytuacja jakościowa wygląda lepiej
Warto wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy. Po problemach z jakością kart Origins Riot poinformował, że w procesie produkcyjnym wprowadzono zmiany mające ograniczyć problem z ostrymi lub nierównymi krawędziami kart w Spiritforged i kolejnych setach. Firma wskazała również, że karty showcase, w tym Alt Art i Overnumbered, nie były dotknięte tym konkretnym problemem.
Dla kolekcjonerów ma to ogromne znaczenie. W końcu możemy mieć kartę wartą sporo pieniędzy, ale jeżeli jej jakość produkcyjna pozostawia wiele do życzenia, satysfakcja z posiadania takiego egzemplarza jest mniejsza. Riftbound musi więc dbać nie tylko o projekt kart. Musi dbać również o fizyczny produkt.
Czy Spiritforged zmieniło metę?
Moim zdaniem – zdecydowanie. Nie oznacza to, że nagle każda talia z Origins przestała działać. Wręcz przeciwnie. Najciekawsze jest to, że Spiritforged zaczęło tworzyć nowe możliwości obok istniejących strategii.
Nowe Legendy.
Nowe synergie.
Gear.
Gold.
Equip.
Repeat.
Mechy.
Blade Dance.
To wszystko sprawia, że pula możliwych strategii staje się coraz większa. I właśnie tego oczekuję od rozszerzenia. Nie chcę po prostu większej liczby kart. Chcę większej liczby powodów, żeby je zagrywać.
Spiritforged z perspektywy kolekcjonera
Tutaj moja ocena jest nieco bardziej mieszana. Origins ma przewagę pierwszego setu. To początek. Spiritforged nie może tego powtórzyć. Może natomiast stworzyć własną tożsamość. I robi to przede wszystkim przez Overnumbered, Signature i nowe postacie.
Irelia, Fiora, Rumble, Lucian czy Ezreal mają ogromny potencjał kolekcjonerski właśnie dlatego, że są dobrze rozpoznawalnymi bohaterami League of Legends. Do tego dochodzą specjalne wersje kart, które pozwalają budować kolekcję nie tylko według numeracji, ale również według postaci. Jeżeli ktoś chce kolekcjonować Irelię, Spiritforged daje mu kolejny element tej kolekcji. I właśnie w tym widzę największą siłę drugiego setu.
Moja perspektywa dotycząca dodatku Spiritforged
Z osobistej perspektywy uważam, że Spiritforged jest ważniejszym setem dla rozwoju Riftbound niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Origins musiało pokazać, że Riftbound działa. Spiritforged musiało udowodnić, że Riftbound może się rozwijać. I tutaj Riot zdał egzamin.
Najbardziej podoba mi się to, że drugi set nie próbuje wymazać pierwszego. Wciąż potrzebujemy kart z Origins, ale dostajemy nowe sposoby ich wykorzystania. To właśnie jest zdrowy rozwój TCG. Mam jednak pewien problem z kolekcjonerską stroną Spiritforged. Liczba specjalnych wariantów zaczyna rosnąć bardzo szybko. Dla najbardziej zaangażowanych kolekcjonerów to świetna wiadomość, ale dla osoby, która chce mieć „kompletną kolekcję”, może to być początek bardzo drogiej i trudnej drogi. Dlatego sam nie próbowałbym zbierać wszystkiego.
Wybrałbym konkretnych bohaterów. Na przykład Irelię, Viktora, Rumble’a czy inną postać, z którą mam największy związek. Resztę zostawiłbym na później.
Czy drugi set spełnił oczekiwania?
Tak – choć nie jest pozbawiony wad. Spiritforged zrobił to, co powinien zrobić dobry drugi set. Rozszerzył grę. Dodał nowe Legendy. Wprowadził nowe mechaniki. Rozwinął Gear. Dał graczom nowe archetypy. Rozbudował kolekcjonerską stronę Riftbound. I jednocześnie nie sprawił, że Origins stało się całkowicie niepotrzebne. To ogromny plus.
Największym problemem pozostaje dostępność produktu oraz rosnąca liczba specjalnych kart, która może utrudniać kolekcjonowanie. Ale jeżeli spojrzymy wyłącznie na rozwój samej gry, Spiritforged jest bardzo ważnym krokiem. Origins powiedziało nam, czym jest Riftbound. Spiritforged zaczęło pokazywać, czym Riftbound może się stać. I właśnie dlatego uważam, że drugi set spełnił swoje zadanie. Nie jest idealny. Nie musi być.
Najważniejsze, że po jego premierze Riftbound wydaje się większą, bardziej złożoną i ciekawszą grą niż w momencie premiery Origins. A dla TCG to chyba najlepszy komplement, jaki można wystawić drugiemu setowi.
Moim zdaniem Spiritforged to udany drugi rozdział Riftbound – nie tak przełomowy jak Origins, bo zwyczajnie nie mógł taki być, ale znacznie ważniejszy dla przyszłości gry. Jeżeli Riot będzie rozwijał kolejne dodatki z podobnym wyczuciem, Riftbound ma wszystko, żeby z czasem przestać być „karcianką League of Legends” i zacząć funkcjonować jako pełnoprawne TCG z własną społecznością, metą i kolekcjonerską historią.
A Wy jak oceniacie Spiritforged? Lepszy od Origins, czy jednak pierwszy set nadal pozostaje Waszym numerem jeden?

Karty TCG to dla mnie nie tylko hobby, ale codzienna dawka adrenaliny i niekończąca się przygoda pełna strategii, niespodzianek i spotkań z pasjonatami. Na TCG24.pl dzielę się swoją wiedzą, doświadczeniem i miłością do tego uniwersum, żeby każdy mógł czerpać z niego tyle samo radości co ja.


